Rząd Obrony Narodowej.

on

W dniu 24 lipca 1920 roku powołano koalicyjny Rząd Obrony Narodowej na czele z przywódcą ruchu ludowego Wincentym Witosem, jako premierem. Wicepremierem został przywódca PPS, Ignacy Daszyński.

Zofia Dąbska, żona Jana Dąbskiego, która uczestniczyła w posiedzeniu sejmu, tak swoje wrażenia opisała w pamiętniku: „Sobota wieczór. Wracam z Sejmu. Jestem wrażliwa na burzę, toteż szłam już do Sejmu jakby naelektryzowana, mogłam doskonale przeczekać ulewę, bo posiedzenie zaczęło się o 4-tej, a nie o 3-ej, jak mówił Jasio. Wielu posłów nieobecnych. Nowi ministrowie skupieni przy trybunie wzajemnie sobie winszują. Prawica spokojnie zrezygnowała, ale nie bez pewnej zjadliwości w różnych »wyrwasach«, jak np. kiedy wymieniono Poniatowskiego jako ministra rolnictwa. Ogólny nastrój hamowany. Wejście Witosa do ławy ministerialnej łączy się z pewną symboliczną drobnostką – ponieważ wszystkie miejsca w pierwszym rzędzie są zajęte, ks. Sapieha ustępuje miejsca Witosowi, a sam cofa się w rząd drugi. Niewyraźny uśmieszek Grabskiego… Marszałek melancholijny i jakby nadąsany. Krótko, lakonicznie prezentuje nowy gabinet »konieczności obrony państwa«. Exposé Witosa, jako prezydenta ministrów. Witos z dziwnym gestem zbliża się do trybuny jakby mówił: »ha, trzeba, kiedy tak chcecie«, jest trochę zmieszany, raz po raz jedną rękę zasuwa do kieszeni, lecz natychmiast się poprawia. Przemówienie czyta twardym głosem, nie podkreślając słów, bez wykrzykników, zawieszeń głosu, bez wszelkiego krasomówstwa i retoryki – i to bierze. Nie chcąc, jestem wzruszona. Zdaje mi się, że w tym głosie słyszę twardą, poważną mowę ludu polskiego, który długo się waha i zwodzi, ale, jak co postanowi, idzie krokiem twardym i niewzruszonym, jak wszelki mus, jak każda konieczność.

Wspaniały siwosz, Daszyński, wsłuchany z kamienną twarzą, wygląda z daleka jak zasuszona mumia egipska. Poniatowski skurczony w kąciku. Miny pewnych ministrów maskowane, a przecież zaciekawione. Niebywałe to teatrum. Prezes ministrów, chłop od pługa, bez krawata, a będzie miał pod sobą byłych prezydentów (…).

Witos schodzi z trybuny oklaskiwany, poważnie, spokojnie. Z kolei przemowy przedstawicieli klubów. Poseł Kierniczek z mniejszym animuszem niż 15 lipca, zwykłym już dyszkantowym głosikiem w imieniu Klubu Piastowców. Kwaśny dziś trochę Gąbiński od Związku Ludowo-Narodowego, Barlicki potrząsający wizją gabinetu robotniczo-włościańskiego i inni. Burzę wywołuje przemówienie bolszewickie Dąbala, który choć słowami pośpiesznymi wymachiwał jak cepami, jednak mocno był z tropu zbity. Nawet marszałek dźwignął się z miejsca i oburzonym głosem przerwał: »Infant terrible de la Diete«. Posłowie myślałam, że poturbują śmiałka i tylko powaga chwili uratowała honor Dąbala. Poseł Janusz krzyczał: „»wziął pieniądze od bolszewików«. Mówca od Stapińskiego grupy, poseł Putek oświadczył bez ogródek, że osoba księcia Sapiehy na stanowisku ministra spraw zagranicznych jest gorszącym nieporozumieniem, obrazą demokracji etc. Cóż miał robić biedny ksiądz Sapieha – udawał wesołość! Co do nowego gabinetu, oświadczył p. Putek, to zachowuje wobec niego wolną rękę.

Różne więc były miny mówców i różne ich mowy, wszędzie jednak z wyjątkiem Dąbalowej zmierzały do jednego: poparcie rządu gwoli obrony kraju, zmobilizowanie narodu, pokój sprawiedliwy i honorowy. A później po kwaśnych oświadczeniach marszałka, że wobec tego, że Dmowski i zastępca jego Gąbiński usunęli z Rady Obrony Państwa, a posłowie Rataj i Skulski weszli do gabinetu – należy dokonać zastępczych wyborów. Wybrano nowych członków Rady p.p. Skarbka i Załuskę, jak dla podkreślenia zmiany kierunku prawicy b. na lewo.

Jasia wciąż widzę, jak stoi przy pierwszej ławce piastowców i nie wiem, co to znaczy, że nigdzie jego nazwisko nie pada. Czyżby go ominęło ministerstwo spraw zagranicznych. Czyżby go usunięto, czy też sam się usuwa. Rozejrzał się po galerii, by mnie wzrokiem odszukać, nawet się uśmiechnął. Po patriotycznym rozkrochmalonym pożegnaniu Sejmu przez marszałka nastąpiły letnie wywczasy dla posłów.

Nie schodziłam na dół, tyle czekałam na górze na Witosa, żeby mu powinszować, bo wiedziałam, że tędy szedł do swego Klubu. Kiedy stanęłam przed nim, uczułam nieopanowane wzruszenie i powiedziałam, »że nie śpieszę mu winszować zaszczytu, ale wyrazić te nadzieje, jakie dziś wiążemy z jego imieniem, jako z tym, który cudowną siłę z ludu ma wykrzesać i zbawić nią Polskę«. Uczuł, że mówię szczerze, że jestem naprawdę wzruszona, przyzwyczajony do politycznych komplementów tą szczerością moją zaskoczony. Zrazu nieufne oczy zmiękły w tajnym zdziwieniu. »Tak robi się coś nowego« – powiedział w zamyśleniu. Pożegnaliśmy się.

Mam niewytłumaczony sentyment dla tego człowieka, wiem przecież, że jest chytry, przebiegły, nieufny, że się otacza nicościami, bo te nicości inteligenckie korzą się przed nim i kłaniają. Wiem, że szkodził dawniej Jasiowi, a jeszcze dwa lata temu przed wyborami Rączkowski zupełnie szczerze oświadczył Wyrzykowskiemu, że Witos nie życzy sobie, żeby Dąbski wszedł do Sejmu, że dziś jeszcze nie daje nam rzetelnego poparcia, tak, że Jasio nigdy nie może zdyskontować olbrzymiej pracy swojej, i że wiecznie go trzyma w odwodzie i zawieszeniu. Jednakże, choć o tym wszystkim wiem, dziwnie żałuję tego człowieka – w gruncie rzeczy to biedna chłopina, którą wyzyskuje karierowiczostwo ludzkie, wielki, samotny »cham«, którego nie rozumieją, a który musi wszystko tolerować i wszystkim się posługiwać, choć może i wie, że brodzi w błocie, dotyka się plugastwa.

Twarde jest życie dla Chama, który chce w Polsce być człowiekiem! A że twarda i pełna kamieni i kałuż droga tego przywódcy ludu, mam serce dla Niego, choć wiem, że ten człowiek w sentymenta się nie bawi, on te subtelności dawno odrzucił precz od siebie. Pamiętam naszą rozmowę po koncercie dwa lata temu. Po koncercie poszliśmy do Empire, Witos trochę rozkrochmalił się i na zapytanie moje czy lubi muzykę… w ogóle sztukę, odpowiedział na odrąb:, »po co te śpiewki, poezje, skoczki, stroiki« – i zrobił charakterystyczny ruch ręki, jakby te wszystkie wymysły cywilizacyjne precz od siebie odsuwał. A jednakże, widziałam po jego zachowaniu się w teatrze, po tej ponurej, ale skupionej minie, że te rzeczy wszystkie go biorą, że jest wrażliwy na melodię, dźwięki, kolory, rytmy, (…) tak, biorą go i dlatego on tych rzeczy nie chce, bo mu zawadzają, psują linię twardego jego chowu, komplikują świat wewnętrzny. On, chłop prowodyr, chce być wolny od wszelkich rzeczy stworzonych »ad effemnadasanimas«, rozum i spryt to jego busole życiowe. Nie starałam się nawet go przekonywać do sztuki, bo wiedziałam, że i tak jest przekonany, tylko nie dla siebie, bo on zbytnio gałęzie swego drzewa życia musi odrzynać, żeby pień nabrał mocy i siły niezaduszalnej. Stąd szorstkość i twardość tego człowieka, która razi i drażni, a którą przecie pojmuję”.

Ostateczny sukces militarny Polski był wypadkową wielu czynników, wśród których poważne znaczenie miały akcje mobilizacyjne, gospodarcze i propagandowe. Momentem przełomowym – powtórzmy – o charakterze politycznym, było powołanie w 1920 roku Rządu Obrony Narodowej na czele z Wincentym Witosem i wicepremierem Ignacym Daszyńskim. Przywódcy ci swoim programem i przykładem mieli prezentować ideę Polski ludowej i zjednać dla niej masy społeczeństwa podatne na hasła bolszewickie. Rząd Witosa odszedł od ogólnych haseł i propagandowej frazeologii na rzecz konkretnych przedsięwzięć i zobowiązań, podejmowanych przez państwo na rzecz żołnierzy – obrońców Ojczyzny. Najważniejszym argumentem ludowców dla pozyskania chłopów była ustawa o reformie rolnej. Wincenty Witos 6 sierpnia 1920 wydał odezwę do chłopów, która była kolportowana w kilku milionach egzemplarzy.

Pisał w niej: „Bracia włościanie na wszystkich ziemiach polskich! Ratunek może i powinien dać państwu lud, prawowity tego państwa gospodarz. (…) Od Was, Bracia włościanie, zależy, czy Polska będzie wolnym państwem ludowym, w którym lud będzie rządził i żył szczęśliwie, czy też stanie się niewolnikiem Moskwy, czy będzie się rozwijać w wolności i dobrobycie, czy też będzie zmuszona pod batem władców Rosji pracować dla najeźdźców i żywić ich swoją krwią i znojem.

Za to, czy państwo nasze obronimy od zagłady, siebie od jarzma niewoli, rodziny nasze od nędzy, a całe pokolenia nasze od hańby, za to my, Bracia włościanie, odpowiedzialność poniesiemy i ponieść musimy.

(…) Gdyby zaszła potrzeba, musimy podjąć walkę na śmierć i życie. Bo lepsza nawet śmierć niż życie w kajdanach, lepsza śmierć niż podła niewola. Dlatego w tej przełomowej dla państwa, a więc i dla ludu polskiego, chwili odzywam się do Was, Bracia, na wszystkich ziemiach polskich, odzywam się nie z prośbą, ale z wezwaniem:

Niech każdy z Was spełni swój obowiązek!

Kto z Was zdolny do noszenia broni – na front!

Dzisiaj najwyższy obowiązek każdego Polaka, to służba w obronie Ojczyzny. Na polu walki, na froncie, jest dzisiaj miejsce dla każdego, kto broń dźwigać potrafi. Inni dać muszą ofiarę z pracy i mienia.

Precz z małodusznością! Precz ze zwątpieniem! Ludowi, który jest potęgą, wątpić nie wolno, ani rezygnować nie wolno. Trzeba ratować Ojczyznę, trzeba jej oddać wszystko, majątek, krew i życie, bo ta ofiara stokrotnie się opłaci, gdy uratujemy państwo od niewoli i hańby”.

W innej odezwie, do armii, pisał: „Do walki więc, żołnierze! Kto z was odznaczy się szczególnie na polu walki działalnością, może zostać oficerem. Ojczyzna po skończonej wojnie hojnie was wynagrodzi. Żołnierze, którzy dłuższy czas byli na froncie lub dobrowolnie do służby się zgłosili, po nastaniu pokoju otrzymają od państwa ziemię przed wszystkimi innymi, bo tak wyraźnie nakazuje ustawa o reformie rolnej. Szczególnie zasłużeni żołnierze dostaną ziemię za darmo, bo to również nakazuje ustawa o reformie rolnej. Gdyby który z was zginął, rodzina jego otrzyma od państwa zabezpieczenie spokojnego bytu. Męstwo, krew wasza znajdzie nagrodę w szczęściu waszych rodzin i całego narodu”.

Poważną rolę w popieraniu rządu Witosa odegrała prasa ludowa, mobilizująca społeczeństwo do maksymalnego wysiłku w obronie ojczyzny. Nawoływała do wykonania zobowiązań związanych z obronnością kraju, zachowania spokoju, wytwarzały atmosferę potępienia dezerterów, propagowała pożyczkę państwową, informowała o społecznych zbiórkach przedmiotów dla wojska. Tygodnik „Wyzwolenie” na przełomie lipca i sierpnia w każdym numerze na tytułowej stronie zamieszczał hasło: „Obrona Ojczyzny – to obowiązek najświętszy Polaka – to w duszy i w sercu tkwiąca z prawieku powinność”.

Redakcja „Piasta” podkreślała, że pożyczka „Obrony i Odrodzenia Polski” pokryta wielokrotnie to połowa zwycięstwa. Opornym przypominano: „kto chce być wolnym od pożyczki przymusowej, niech podpisuje długoterminową pożyczkę »Odrodzenie«”.

Ze wsi i miasta napływać zaczęły znaczne ofiary w naturze, w towarach, w artykułach żywnościowych, w odzieży, w bieliźnie itp. W szeregi ochotniczej armii gen. Józefa Hallera wstępowała młodzież wiejska i działacze stronnictw ludowych. Działacze PSL „Wyzwolenie” walczyli miedzy innymi w 201. pułku piechoty POW. Akcja werbunkowa pod patronatem PSL „Wyzwolenie” na Podlasiu i Mazowszu dała pozytywne rezultaty, kilkuset ochotników wstąpiło w szeregi wojska, a wśród nich młodzież wiejska, członkowie POW. Na ogólną liczbę 105 714 ochotników do armii gen. Hallera ze wsi zgłosiło się około 20% żołnierzy. Z Podlasia i Mazowsza w armii ochotniczej walczyło ponad 10 tysięcy młodych chłopów40. Ta wydawałoby się stosunkowo niska liczba ochotników wynikała z tego, że wśród żołnierzy regularnych armii powołanych do służby w drodze poboru pochodzeniem chłopskim legitymowało się około 70% żołnierzy. Można założyć, że większość zdrowych i zdolnych do służby wojskowej mężczyzn z Mazowsza znalazło się w szeregach regularnego wojska.

Tymczasem społeczeństwo z niepokojem nasłuchiwało huku dział z frontu błyskawicznie zbliżającego się do linii Bugu, obserwując masową ewakuację administracji, policji i ziemiaństwa. Tak źle uzbrojonego jak bolszewickie wojsko – w piki, cepy, kosy, z rzadka w karabiny, w łapciach i odzianego w łachmany – ludność polska nigdy nie widziała. Armia ta zapamiętale pędziła na Warszawę, gdyż jej dowództwo obiecało w nagrodę jedzenie i zabawę. Oddziały bolszewickie idące w drugiej linii rozpoczynały wprowadzanie ustroju radzieckiego, organizowały milicję, powoływały komitety rewolucyjne, wyznaczały pełnomocników, którzy mieli zorganizować dostawy niezbędnych produktów żywnościowych dla wojska.

Rekwirowano prawie wszystko: zboże, konie, wozy, trzodę chlewną i bydło. Żywność, której nie zjedzono na miejscu, wywożono do Rosji. W miastach bolszewicy wykupywali większość towarów przemysłowych: materiały na ubrania, nici, buty itp. Sklepy zostały kompletnie ogołocone. Ruble, którymi płacili, nie miały żadnej wartości.

Posiedzenia Rady Ministrów pod przewodnictwem Wincentego Witosa odbywały się nieustannie. Omawiano na nich aktualną sytuację na froncie. Uczyniono wszystko, aby umocnienia ifortyfikacje na przedmościu warszawskim spełniły swoje zadania i stanowiły skuteczną zaporę przez oddziałami Armii Czerwonej. Premier i poszczególni członkowie rządu byli częstymi gośćmi na froncie, miedzy innymi pod Radzyminem, i zagrzewali żołnierzy do walki. Gdy rozważano wariant opuszczenia Warszawy przez rząd w przypadku niepowodzenia militarnego i jako tymczasową siedzibę rządu, wymieniano miasta: Częstochowę, Kraków, Poznań. Witos podkreślał, że rząd, jeżeli zajdzie taka konieczność, powinien z Warszawy ustąpić ostatni.

U Wincentego Witosa od miesięcy narastały niechęć, nieufność i zastrzeżenia wobec Piłsudskiego, czynił jednak wszystko, by jego autorytetu, jako Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza, nie podważać, lecz go podnosić. Rozumiał, że wymaga tego interes państwa. Wojsko powinno uwierzyć w talenty dowódcze Piłsudskiego, naród polski zaś winien się skupić wokół osoby Naczelnika Państwa. Z tych względów Witos potępiał polityków endeckich, którzy czynili wszystko, aby Piłsudskiego skompromitować w oczach społeczeństwa.

Premier Wincenty Witos był wielkim mężem stanu. Gdy 12 sierpnia 1920 roku Marszałek Piłsudski przeżywał chwile depresji i przed rozpoczęciem Bitwy Warszawskiej i wyjazdem na front złożył na jego ręce dymisję z funkcji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza, Witos rezygnacji tej nie przyjął. Po odparciu wojsk sowieckich spod Warszawy przyjechał do Belwederu i zwrócił tekst dymisji Józefowi Piłsudskiemu.

Premier Wincenty Witos był też na linii frontu 5. Armii dowodzonej przez gen. Władysława Sikorskiego. Toczyła ona nierówną, bohaterską walkę z przeważającymi siłami wojsk Tuchaczewskiego. Witos zachęcał do dalszej walki polskich żołnierzy pod Nasielskiem. Po powrocie do Warszawy był zmuszony „spacyfikować” tłumy ludności żydowskiej, które z całą pewnością oczekiwały na wkroczenie do stolicy wojsk bolszewickich.

Premier W. Witos wraz z ministrami Maciejem Ratajem i Leopoldem Skulskim ponownie znalazł się na pierwszej linii frontu pod Miłosną i Okuniewem. Miał okazję z bliska przyjrzeć się prowadzonym operacjom z okna pociągu pancernego, do czego został zachęcony przez pułkownika Junga. Pociąg ten został ostrzelany przez sowiecką artylerię. Wincenty Witos wspominał: „Odezwały się strzały armatnie i zaczęły latać pociski, a jeden z nich padł o kilka kroków zaledwie od naszego wagonu. Za nim przyszły dalsze, nie trafiając jednak w nasz pociąg. (…) Pociąg ostrzeliwany bezustannie wyjechał poza linię strzałów, które wyrywając kawały ziemi, narobiły sporo huku i kurzu, a nam napędziły niemało strachu, mimo żeśmy tego nie chcieli wobec żołnierzy pokazać”.

Przygotowywano się do walnej bitwy pod Warszawą. Niespodziewanie w boju pod Dubienką 13 sierpnia poległ major Wacław Drohojowski, dowódca Ochotniczego Wołyńskiego Pułku Piechoty im. Stefana Batorego. Wśród jego dokumentów oddział rozpoznawczy III Armii odnalazł i przetłumaczył rozkaz operacyjny 3. Armii Polskiej do kontrofensywy znad Wieprza, datowany 8 sierpnia, godz. 21.00. W rozkazie całkowicie były ujawnione zamiary polskiej kontrofensywy, podano szczegóły działań głównego zgrupowania i zadania osłony. Na szczęście dokument ten dowództwo radzieckie potraktowało jako mistyfikację ze strony polskiej i nie podjęło żadnych działań, które mogłyby pokrzyżować polskie zamiary. Dzięki temu do rejonu koncentracji w miarę spokojnie spływały oddziały polskie, wycofujące się z pasa działań wojennych.

Na północnym froncie krwawe zmagania toczyła 5. Armia generała Władysława Sikorskiego z trzykrotnie silniejszym przeciwnikiem, aby 16 sierpnia rano mogła ruszyć polska ofensywa znad Wieprza. Zwycięstwo zależało od szybkości działań wojennych, od wytrwałości i waleczności piechura w większości chłopskiego pochodzenia. W wyzwalaniu Siedlec wzięli udział żołnierze 21. Dywizji Górskiej oraz 1. i 2. Dywizji Legionów. W ciągu dwóch dni rozbito większe związki taktyczne armii bolszewickiej i rozwinięto działania pościgowe. Regularne oddziały wojska wspierała ludność wiejska. Zafascynowany jej postawą Józef Piłsudski napisał: „(…) wszyscy w jeden głos twierdzili, że właściwie nieprzyjaciela nie ma i z zapałem mi opowiadali, jak cała ludność spieszy im z pomocą. Tak więc, gdy jakaś grupka nieznaczna nieprzyjaciela chce stawiać opór, to nieledwie baby z cepami i chłopi z widłami śpieszą sekundować naszym góralom, gdy ci boso w tyralierze idą do ataku”.

Józef Piłsudski 19 sierpnia przyjechał do Siedlec wyzwolonych przez gen. Galicę. 350 Żydów strzelających do Wojska Polskiego wzięto do niewoli. Marszałek zastał bardzo niepewną sytuację: brak wojska, policji oraz błądzące w terenie rozbite kolumny wojsk bolszewickich, co tak wspominał:

„Pracując nocą z 19 na 20 sierpnia w Siedlcach, zestawiłem wszystkie dane o stanie wojska i ludności. Na podstawie tych danych zmieniłem nieco mój rozkaz dany 18 sierpnia, a do ówczesnego ministra wojny gen. Sosnkowskiego pisałem o potrzebach, że tak powiem rządowych. Oto są moje ówczesne wrażenia: To, co się tu dzieje, przechodzi zupełnie ludzkie wyobrażenia. Żadna droga nie jest pewna, tyle rozbitych i rozsypanych, ale również zwartych i izolowanych oddziałów z armatami i karabinami maszynowymi włóczy się tu wszędzie w okolicach. Na razie załatwia się z nimi miejscowa ludność oraz najrozmaitsze człony tyłowe różnych dywizji, które jednak muszą ciągnąć dalej za swoją dywizją, a po nich pozostaje przeraźliwa pustka, tak że przypuszczam, że gdyby nie chłopi, którzy się uzbroili, to jutro albo pojutrze Siedlecczyzna będzie we władzy bolszewików, rozbitych i rozproszonych poprzednio przez nas, a ja i różne komendy przy pomocy uzbrojonej ludności będziemy siedzieli w uzbrojonych miastach”.

O patriotycznej postawie ludności wiejskiej donosiła także prasa ludowa: „Ludność na Podlasiu także chwyciła za kosy i tłukła najeźdźców. Posuwające się szybko wojska nie mogą zająć się ich (bolszewików) wyławianiem. Czyni to ludność wiejska. Chłopi i niedorostki, a nawet kobiety, zbrojni w kosy i widły, otaczają ukrytych i wziąwszy do niewoli, doprowadzają do posterunków wojska. Niejednokrotnie przychodzi do walk, w których ludność wiejska bohatersko nastawia swych piersi, broniąc ojcowizny przed najeźdźcami. Nadchodzą również meldunki, że chłopi utrudniali odwrót bolszewikom, niszcząc im tabory i rozbijając mniejsze oddziały”.

Działacze ludowi, członkowie POW, chwytali za broń, organizowali własne oddziały, które atakowały wycofujące się kolumny wojsk bolszewickich. Władysław Kozak z Rzeszotkowa dotarł w pościgu za bolszewikami aż do rzeki Bug, zdobywając znaczną ilość sprzętu bojowego oraz tabory.

Gdy po rozpoczęciu kontrofensywy znad Wieprza sytuacja na froncie zdecydowanie się poprawiła, premier Witos udał się do Wielkopolski, aby spacyfikować silne tendencje separatystyczne ze strony miejscowej Narodowej Demokracji, dążącej miedzy innymi do powołania Zachodniej Armii Ochotniczej i odsunięcia Piłsudskiego od władzy. W trakcie spotkań ze społeczeństwem tych dzielnic chłopi witali go entuzjastycznie, panowie zaś chcieli się przyjrzeć, „jak ten cham wygląda”.

O jednym ze spotkań w Poznaniu Witos wspominał: „W parominutowym przemówieniu napiętnowałem wszelkie dążności odśrodkowe i warcholskie wybryki oświadczające w końcu, że odniesiemy na pewno zwycięstwo nad bolszewikami, jeżeli tylko naród będzie tego naprawdę chciał. Zaznaczyłem z naciskiem, że z chwilą, gdy Polska stała się wolna i zjednoczona, obowiązkiem każdego Polaka bez wyjątku jest obrona jej bytu, całości granic, bez względu na to, od kogo i skąd zagraża niebezpieczeństwo. Pod Warszawą broni się nie tylko stolicy, ale także Poznania, Torunia, Krakowa. Wodzów można, a nieraz nawet trzeba, zmieniać, ale dopóki oni są, w interesie nie ich, ale państwa należy się im poparcie i bezwzględny posłuch. To powinien każdy dobry obywatel państwa nie tylko zrozumieć, ale się i do tego ściśle zastosować. Przemówienie moje przerywano wielokrotnie grzmiącymi oklaskami gromadzących się coraz większych tłumów”.

Po powrocie do stolicy i przekonaniu się, iż wojska prowadzą zwycięską kontrofensywę. Witos udał się na Pomorze. Podobnie jak i Wielkopolsce udało się spacyfikować silne działania separatystyczne miejscowej endecji. Premier, powracając, zapoznał się również ze zniszczeniami powiatów północnego Mazowsza, znajdujących się na szlaku oddziałów Armii Czerwonej zmierzających ku przeprawie na Wiśle Ubolewał, że tak dużo robotników rolnych, biedoty wiejskiej zdecydowało się na współpracę z najeźdźcą podczas krótkiej, ale jakoś pamiętnej bolszewickiej okupacji, chociażby uczestnicząc w tworzeniu folwarcznych rewkomów.

Kiedy euforia z odniesionego zwycięstwa minęła, w mazowieckich wsiach powróciła szara codzienność. Ponownie rozpoczęła działalność polska administracja i policja, która w pierwszym rzędzie zajęła się rekwirowaniem sprzętu i oporządzenia wojskowego oraz aresztowaniami osób współpracujących z bolszewikami. Ofiarami rozliczeń padali często niewinni polscy patrioci. Głośna była w owym czasie sprawa Józefa Kubata, działacza ludowego z powiatu Ostrów Mazowiecka, niesłusznie oskarżonego i skazanego przez sąd doraźny 4. Armii na karę śmierci przez rozstrzelanie. Mimo licznych protestów posłów ludowych i delegacji chłopskich wyrok pospiesznie wykonano.

Działania wojenne w 1920 roku spowodowały znaczne zniszczenia, zwłaszcza w gospodarce rolnej. Wiele obejść spłonęło podczas walk, ogromne były ubytki koni, bydła i podwód. Duże straty ponieśli chłopi także w produktach rolnych w wyniku rekwizycji dokonywanych zarówno przez bolszewików, jak i wojska polskie. Wyparcie Armii Czerwonej oraz ciężka sytuacja gospodarcza wpłynęły na to, że wśród społeczeństwa nie miały już posłuchu solidarystyczne i nacjonalistyczne hasła. „Zagrożenie Ojczyzny” nie wzbudzało już takich zrywów patriotyzmu, jak w sierpniu. Na skutek przeciągania się wojny rosło niezadowolenie wśród chłopów. Do Wincentego Witosa napływały rezolucje żądające natychmiastowego zawarcia pokoju.

Niezadowolenie pogłębiło powtórne rozporządzenie Rady Obrony Państwa z 25 sierpnia 1920 roku o daninie w naturze na rzecz armii. Posłowie chłopscy występowali w sejmie z żądaniem uwolnienia ludności od danin w naturze i zamiany ich na gotówkę. Proponowali równocześnie rozłożenie podatku równomiernie na poszczególne części kraju i zwolnienie od nich mieszkańców terenów zniszczonych przez wojnę. Argumentowali to następująco: „Nakaz dostarczenia butów, bielizny, spodni, koców itp., jako daniny dla wojska, uważa ludność wiejska za dowód zupełnej nieznajomości stosunków ze strony autorów zarządzenia (…) jak na drwiny Rząd domaga się, aby mu bosi i nadzy dostarczali butów, bielizny itp.”.

Poprawa sytuacji militarnej Polski wpłynęła na zaktywizowanie chłopów oczekujących realizacji obietnic rządowych z lipca i sierpnia 1920 roku. Chłopi oczekiwali od państwa położenia kresu rozwijającej się „dzikiej” parcelacji oraz pomocy w odbudowie podupadłych gospodarstw na obszarach dotkniętych działaniami wojennymi. Podstawowym ich oczekiwaniem było jednak zawarcie pokoju.

Zofia Dąbska, obserwująca zmagania o pokój, zapisała „Wtorek, 5 października 1920 r. Byłam mocno zgnębiona przyjazdem Sapiehy do Rygi i chociaż mnie zapewnił Bazylewski i inni, że skład delegacji i jej przewodniczący nie ulegnie zmianie, a ten wyjazd książęcy ma tylko charakter informacyjno-doradczy, jednakże byłam niespokojną. I kiedy tak się gryzłam skrycie, spotkała mnie niespodzianka. Oto wieczorem dzwonek, otwieram i ku memu wielkiemu zdziwieniu widzę Witosa. Szczerze się ucieszyłam i ponieważ nie miałam czasu na wszelkie hamulce, przeto serdeczności mojej dałam niehamowany wyraz. To dziwne, że ten chłop ma przecie dużo subtelności, bo ile razy przeżywam chwile niepewności co do sytuacji politycznej Jasia, i wtedy zawsze przychodzi Witos i choć nic w tej sprawie nie mówił, to jednak wiem, że swoim przyjściem chce mi jakby powiedzieć: »Bądź spokojna, nie damy mu zginąć«. Tak było w czasie zatargu o wiceministerstwo Jaśkowe, tak było przed wyjazdem Jasia do Mińska, tak jest znowu dzisiaj. Wyrzykowski jest bardziej podejrzliwy i kiedy mu powiedziałam, że Witos był u mnie, zaraz głowił się, »co on miał za interes, bo Witos bez interesu, bez kozery nie przychodzi«. Ja zaś jestem bardziej optymistką i zdaje mi się, że Witos przyszedł nie dla interesu dla siebie, lecz dla interesu dla nas. Bądź co bądź fakt ten pamięci prezydenta ministrów ujął za serce, tym bardziej że staram się nie nasuwać Mu na oczy i w wyjątkowych, poruszających głęboko mnie wypadkach, nawet nie podchodzę.

Witos jest bardzo wrażliwy, pomimo twardych, kanciastych pozorów, bezpośredniość go bierze. Jest ze mną miękki i dobry i taki jakiś smutny. Ogromnie te miesiące prezydentostwa go zjadły, chudy jak szczapa i tylko te niespokojne smutne oczy jarzą się, jak skry wśród popieliska. Chwilami Witos na mnie robi wrażenie psa wiecznie tropionego, który niespokojnie dokoła się ogląda i w oczach ma pytanie: czy zdążę, czy podołam?… Posadziłam go na kanapie przemocą, bo ten nerwowiec nie może spokojnie usiedzieć, gada zawsze na stojączkę i pogwarzyliśmy trochę. Jest dumny z siebie, że podołał zadaniu, lecz chwała teraźniejszości nie zamyka mu oczu na przyszłość. Martwi go pytanie, czy jednak po tym ludowym zwycięstwie nie przyjdzie znowu długoletni upadek. Może jeszcze nie dorośli do tej wyżyny, jaką się osiągnęło… może przyjść znowu moment zastoju. Wierzę i ja, że tak może być, ale dodałam mu wiary, że ruch raz rozpoczęty nigdy się nie zatrzymuje, a tylko pozornie. Tylko trzeba nowych ludzi do pracy sposobić. »Tak, ale gdzie ci ludzie« – wyrwało się Witosowi. »Trzeba ich wyszukiwać, przyciągać. Ludowcy w tym względzie mało robią« – zrobiłam zarzut. Zamyślił się. Kiedy Witos wyszedł, byłam pewna, że Jasio stoi mocno, że Witos go nie utrąci, i ta pewność tak mi dobrze zrobiła, żem zasnęła jak dziecko”.

Uwieńczone sukcesem rokowania pokojowe między Polską i Rosją Radziecką potwierdzili swymi podpisami członkowie delegacji kierowanej przez Jana Dąbskiego – działacza Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast”, ówczesnego ministra spraw zagranicznych. 18 października 1920 roku podpisano umowę o rozejmie i wstrzymaniu działań wojennych. Wynegocjowana granica była wynikiem kompromisu. Mimo że Dąbskiemu w sprawach granic zarzucano daleko idące ustępstwa, rząd zaaprobował większością głosów ustalenia delegacji polskiej w Rydze. Sejm przyjął ratyfikację umowy o rozejmie i preliminariach pokojowych jednogłośnie, upoważniając Naczelnika Państwa do jej podpisania. Uroczyste posiedzenie, na którym podpisano traktat pokojowy między Polską a RSFRR, odbyło się 18 marca 1921 roku. Witos z ramienia PSL „Piast” ocenił działalność Rady Obrony Narodowej i wkład wsi w zwycięstwo 1920 roku56. 15 kwietnia sejm przyjął ustawę o ratyfikacji pokoju. Przewodniczący delegacji Jan Dąbski został odznaczony Orderem Wielkim, natomiast członkowie delegacji otrzymali specjalne podziękowania od marszałka sejmu i premiera rządu.

Jan Dąbski wniósł duży wkład w rokowania ryskie. Najbardziej sporne kwestie omawiano na spotkaniach przewodniczących – Jana Dąbskiego i Adolfa Joffe. Mimo że w trakcie rokowań Dąbski poszedł na kompromis, to Polska otrzymała tereny o 3 tys. km2 większe niż zapisano w traktacie preliminarnym.

Wkład chłopów w odzyskanie niepodległości i obronę ojczyzny w 1920 roku nie był dostatecznie doceniany w okresie międzywojennym. Starano się go pomniejszyć, co było zgodne z polityką ówczesnych władz rządowych, których nie interesowała dramatyczna sytuacja ekonomiczna i społeczna wsi i aktywnie zwalczały partie chłopskie występujące w obronie interesów ludności wiejskiej.

W 1936 roku Naczelny Komitet Wykonawczy Stronnictwa Ludowego podjął decyzję, aby 15 sierpnia przez działaczy ruchu ludowego i polską wieś obchodzony był uroczyście, jako Święto Czynu Chłopskiego. Chciano upamiętnić w ten sposób wkład premiera Rządu Obrony Narodowej Wincentego Witosa i polskich chłopów w zwycięstwo nad bolszewikami w 1920 roku. Święto Czynu Chłopskiego stało się wielką manifestacją patriotyzmu polskiej wsi. Jego obchody w 1937 roku – w okresie narastającej walki z sanacyjnym rządem – zapoczątkowały Wielki Strajk Chłopski, którego uczestnicy upomnieli się o prawo do godnego życia i udziału chłopów we współrządzeniu krajem.

Witos trzykrotnie stawał na czele rządu RP. Pierwszy raz – od 24 lipca 1920 roku do 13 września 1921 roku, w dniach najbardziej dramatycznych w dziejach młodego niepodległego państwa – w czasie wojny polsko-bolszewickiej. To właśnie on najlepiej potrafił skłonić do wyrzeczeń i ofiar chłopów, stanowiących rdzeń narodu. Po zwycięstwie Witos stał się symbolem „czynu chłopskiego”, polskim Clemenceau. Kapituła Orła Białego w uznaniu zasług Wincentego Witosa odznaczyła go najwyższym orderem państwa polskiego. Naczelnik Państwa usilnie namawiał go, aby nie składał dymisji i pozostał na stanowisku premiera.

Rezygnując z funkcji premiera, Wincenty Witos był skrajnie wyczerpany atakami politycznymi i personalnymi. Po latach wspominał, jak gorzki chleb jadł chłop-premier w II RP. Dopóki kraj był zagrożony, nie tylko go tolerowano, ale wręcz zabiegano, by stanął na czele rządu i chłopów zmobilizowanych do obrony nie tylko państwa, lecz także zagrożonych fortun polskiej arystokracji. Gdy chłopi obronili kraj, wszczęto bezwzględną kampanię przeciwko nim i premierowi od pługa. Chłop-premier był czymś nie do przyjęcia, niemal hańbą państwa, należało go czym prędzej wypędzić do właściwej mu funkcji – „do wideł i gnoju”.

Puszczano w ruch przeciwko Wincentemu Witosowi umyślnie przygotowaną machinę oszczerstw. Ruszyły do boju stronnictwa polityczne. Ruszyło kino, teatr, języki, książki, gazety. Posypały się jak lawina kłamstwa i pomówienia, kpiny, docinki, karykatury, fabrykowane przez zawodowych i wynajętych dziennikarzy. Sięgnięto po pomoc ulicy, wskazując na Witosa jako sprawcę ich nieszczęścia i nędzy. Opowiadano mity o jego zamożności, nazywając go najbogatszym człowiekiem w Polsce. Obniżano rangę Rządu Obrony Narodowej. Wmawiano społeczeństwu, że Polskę od nawały bolszewickiej uratował cud.

Rząd Obrony Narodowej kierowany przez Wincentego Witosa pracował niespełna 14 miesięcy. Ukonstytuował się w najcięższym czasie dla odrodzonej Polski. Żaden gabinet II Rzeczypospolitej nie stawiał czoła takim trudnościom. W naszej historiografii nikt jak dotąd nie analizował i nie opisał szczegółowego stanu państwa oraz położenia materialnego ludności przed powołaniem rządu i po zakończeniu jego misji. Największą zasługą tego rządu było – o czym już wspominaliśmy – szczęśliwe zakończenie wojny i zawarcie kompromisowego i dobrego dla Polski traktatu pokojowego. Sejm jednomyślnie ratyfikował 15 kwietnia 1921 roku układ pokojowy. Było to zwycięstwo rządu i Witosa, który po zawarciu pokoju pilnował, aby armia przestrzegała klauzul tego traktatu.

Gdy Witos obwieścił informację o podpisaniu polsko-radzieckiego układu pokojowego 18 marca 1921 roku w Rydze, stanowiącego spełnienie jego deklaracji jako premiera z lipca 1920 roku, licznie zebranej w Teatrze Narodowym publiczności, zgotowano na cześć jego i całego rządu długotrwałą owację. Ten układ uznawał za ważny krok w kierunku normalnego ułożenia stosunków dobrosąsiedzkich z Rosją. Jako polityk-realista doceniał znaczenie tego kraju w Europie i świecie. Gdy w rok później doszło do radziecko-niemieckiego zbliżenia w Rapallo, z goryczą konstatował, że błędem polskiej polityki zagranicznej było przeciąganie stanu napięcia w stosunkach zarówno z Rosją, jak i Niemcami. Konstatował, że należało zbliżyć się do jednego z tych państw.

Na czas działalności Rządu Obrony Narodowej przypadło wiele innych wydarzeń, które miały zadecydować o kształcie terytorialnym Polski. Najwięcej uwagi – pomijając sprawę rokowań z Rosją Radziecką – rząd Witosa poświęcał zagadnieniu Górnego Śląska. Stanowi ono przedmiot odrębnej monografii60. Zwrócić należy tu jedynie uwagę na wypowiedzi Witosa dotyczące tego ważnego zagadnienia. 24 września 1920 roku, dwa miesiące po wybuchu II powstania śląskiego, w swym sejmowym przemówieniu oświadczył on: „Górny Śląsk stanowi w dalszym ciągu teren machinacji niemieckich, uniemożliwiających spokój i naturalny rozwój tej prastarej polskiej dzielnicy”. Opowiedział się za rozstrzygnięciem w plebiscycie. Poprzedzić go jednak powinny odpowiednie przygotowania, zwłaszcza ustalenie warunków głosowania, które uniemożliwiłyby popełnianie nadużyć i dały ludności gwarancję swobody wyrażenia woli. „Ujmą byłoby dla koalicji – dodał – gdyby Niemcy mogli na Górnym Śląsku popełnić takie nadużycie i tak sterroryzować ludność, jak się to działo przy plebiscycie na Warmii i Mazurach”.

Szczególne znaczenie w tej mierze miał plebiscyt na Śląsku, wyznaczony przez mocarstwa sprzymierzone na 20 marca 1921 roku. Witos bardzo interesował się przebiegiem przygotowań plebiscytowych. Pozostawał w kontakcie z polskim komisarzem Wojciechem Korfantym. Przestrzegał polityków i polską opinię publiczną przed niemieckimi machinacjami.

Rząd Wincentego Witosa pracował intensywnie. Posiedzenia Rady Ministrów odbywały się w środy, ale co tydzień premier zwoływał jedno albo dwa dodatkowe posiedzenia, aby załatwić sprawy, których nie zdążono omówić, lub sprawy wyjątkowe. Porządek dzienny był zawsze obszerny, zawierał co najmniej kilkanaście punktów i nigdy nie udało się go zrealizować w całości, mimo że posiedzenia trwały od piątej po południu często nawet do północy i dłużej.

Przedmiotem posiedzenia rządu były wnioski przedstawione przez Wojciecha Korfantego. Na wniosek Witosa zostały one przez Radę Ministrów zaakceptowane i przyjęte jako wytyczne dla działalności rządu w sprawie Śląska. Przewidywały między innymi: przysłanie kilku dywizji w pobliże Śląska, parcelację kilku pogranicznych majątków, obietnicę przyznania po 30 morgów roli każdemu mężowi zaufania w wiosce, wysłanie noty do Rady Ambasadorów w sprawie przyspieszenia terminów plebiscytu i rozstrzygnięcia spornych kwestii regulaminowych.

Punkt pierwszy owych zaleceń miał być gestem demonstracyjnym wobec Niemców, a nie przejawem polskich dążeń wojennych. Inne miały służyć pozyskaniu chłopów śląskich zamieszkujących zwłaszcza zachodnie, rolnicze powiaty Górnego Śląska. Warto dodać, że propaganda polska nadawała tam duży rozgłos uchwalonej przez sejm ustawie o reformie rolnej. Punkt ostatni mówił o przyspieszeniu terminu plebiscytu. Była to zmiana w dotychczasowym stanowisku rządu polskiego, której przyczyny należy upatrywać w zawieszeniu działań wojennych na froncie polsko-radzieckim. Termin ten wyznaczono na 20 marca. Dosłownie w przeddzień rząd polski rzucił na szalę rozgrywających się wypadków dwa atuty, jakimi były: uchwalenie konstytucji marcowej oraz zawarcie traktatu pokojowego z Rosją Radziecką.

Witos, podobnie jak rząd i naczelnik państwa, przeciwny był podejmowaniu jakiejkolwiek akcji, która mogłaby utrudnić działania dyplomatyczne. „Również szczegółowo rozpatrywana była przez rząd – informował inspektora armii nr IV, gen. Stanisława Szeptyckiego, minister spraw wojskowych, gen. Kazimierza Sosnkowski – ewentualność objęcia terenu spornego siłami górnośląskiej tajnej organizacji wojskowej. Jednakowoż i w tym względzie Prezydent Witos i Pan Minister Sapieha na zapytanie Naczelnego Wodza dali odpowiedź przeczącą, uważając, że ta droga obrony naszych interesów na Górnym Śląsku jest niewskazana i wywołać może wręcz zgubne skutki. Jedynie istotnie możliwą, a każdym innym, bardziej zdyscyplinowanym społeczeństwie wskazaną drogą obrony sprawy górnośląskiej byłoby manifestacyjne wypowiedzenie się społeczeństwa. Mając jednak na uwadze wysoce niedostateczną organizację i poziom wyrobienia politycznego naszych mas, które łatwo mogłyby wysunąć się z ręki, rząd widział się zmuszony bezwzględnie zaniechać i tego środka”.

Witos, podobnie jak i naczelnik państwa, uważał, że wystarczającą manifestacją żywiołu polskiego będzie strajk generalny. Takie też stanowisko zajął rząd na swym tajnym posiedzeniu odbytym dosłownie na kilka godzin przed wybuchem powstania65. Nie zmienił go i później, czyniąc usilne naciski na Korfantego, by ten w sposób honorowy zlikwidował ruch zbrojny, a także w oficjalnych notach dyplomatycznych odcinając się od śląskich działań powstańczych.

Mimo swego oficjalnie negatywnego stanowiska, rząd – jak wspomina Witos – przekazał na Śląsk pewną ilość broni i amunicji66. Witos pilnie śledził przebieg działań powstańczych, starając się utrzymywać stały kontakt ze Śląskiem, między innymi przez swe bezpośrednie tam wyjazdy, jak 14 maja 1921 roku, bądź spotkania z przedstawicielami władz powstańczych.

Po wybuchu trzeciego powstania śląskiego 2/3 maja 1921 roku Rada Ministrów wydelegowała do Sosnowca ministrów Rataja i Skulskiego z poleceniem przeprowadzenia poufnych rozmów z przywódcą powstania Wojciechem Korfantym. Po powrocie 8 maja 1921 roku złożyli oni rządowi sprawozdanie z misji. Powstanie miało charakter demonstracyjny. W czasie rozmów emisariusze rządu starali się przekonać Korfantego o konieczności odstąpienia od planu ogłoszenia republiki śląskiej67, co było niewątpliwie wynikiem błędnej oceny planów dyktatora powstania. W wyniku przedłużenia się walk 13 maja postanowiono, że Witos, Rataj i Skulski ponownie udadzą się nad granicę śląską i wezwą Korfantego do uzgodnienia jego działalności z intencjami rządu polskiego. W dwa dni później wysłannicy złożyli sprawozdanie przed Radą Ministrów.

Pomoc ofiarowana powstańcom była nader skromna. Stanowisko rządu krytycznie oceniała opinia publiczna. Mając to na uwadze, Witos przez Konwent Seniorów wpływał na odraczanie debaty sejmowej w sprawie śląskiej. Podjęto ją dopiero 18 maja 1921 roku, kiedy to Witos ostro replikował na przemówienie Lloyda George’a, który pięć dni wcześniej zaatakował Polskę, kwestionując jej prawa do Górnego Śląska. Premier brytyjski zarzucił Polsce pogwałcenie traktatu wersalskiego. Postawił też wówczas alternatywę: albo porządek na Górnym Śląsku przywrócą wojska alianckie, albo uczyni to wojsko niemieckie. Witos oświadczył wówczas w sejmie, że pogwałceniem zasad prawa i sprawiedliwości, a także traktatu wersalskiego, byłoby wkroczenie wojsk niemieckich, do czego zachęcał Lloyd George. Jednocześnie zaapelował do władz powstańczych, by doprowadziły do zakończenia walk, przez co umożliwią w ciągu kilku lat powojennych dokonanie zmian na politycznej mapie Europy. Witos dążył przede wszystkim do ostatecznego rozstrzygnięcia konfliktu na drodze dyplomatycznej.

Rząd na swym posiedzeniu 30 maja odrzucił plan podziału Śląska na trzy strefy, uważając, że przyjęcie tego planu mogłoby być traktowane – jak zauważa współczesny historyk – jako zgoda na przyznanie Polsce jedynie dwu powiatów: pszczyńskiego i rybnickiego69. Jednocześnie rząd zaakceptował projekt utworzenia pasa neutralnego, który oddzielałby formacje powstańcze od oddziałów niemieckiego Grenzschutzu. Miesiąc później ustały walki. 5 lipca zakończono powstanie. „Walka prowadzona wykazała – wspomina Witos po latach – że znaczna część ludności górnośląskiej naprawdę się poświęciła i że wolność tego kraju i pragnienie należenia do państwa polskiego okupiła dużymi ofiarami. Były to najlepsze żywioły”.

W obradach rządu 7 lipca wziął udział Korfanty. Rataj skierował do niego dwa pytania: czy przy ewentualnej utracie dużej części terytorium Śląska da się utrzymać uchwalony już statut autonomiczny dla Śląska i czy nie należałoby go w takim wypadku poddać rewizji oraz jaką granicę przewiduje się między Polską a Śląskiem? Korfanty uznał, że wszelkie ograniczenia autonomii byłyby szkodliwe, a przyszłą granicę da się przewidzieć już obecnie.

Położenie rządu było trudne, ponieważ pomoc dla Śląska mogła przybierać jedynie ograniczone i ściśle tajne formy, a interwencje rządowe na szczeblu dyplomatycznym znajdowały wobec antypolskiej postawy Wielkiej Brytanii i Włoch niewielki oddźwięk.

Stosunek rządu Witosa do trzeciego powstania śląskiego był pragmatyczny i racjonalny. Podjęte w tym względzie działania świadczą, że rząd chciał, aby powstanie ograniczyć do krótkotrwałej zbrojnej demonstracji wobec zagranicy. Udzielanie powstańcom pomocy kadrowej i w sprzęcie wojennym realizowano jedynie w takim stopniu, aby nie dopuścić do załamania powstania przez Selbstschutz. Nie dawało to jednak powstańcom szans na prowadzenie akcji ofensywnej. W swej polityce rząd zasłaniał się potrzebą zachowania pozorów neutralności. Wgruncie rzeczy od chwili wybuchu powstania dążył do jego ograniczenia w obawie przed konfliktem na większą skalę.

Zbrojny zryw Ślązaków miał zasadnicze znaczenie dla sprawy polskiej. 20 października 1921 r. Rada Ambasadorów ostatecznie podzieliła Śląsk. Polsce przyznano (29%) terytorium zamieszkałego przez 996 tys. (46%) mieszkańców na terytorium 3 214 km². Był to teren wyjątkowo wartościowy pod względem ekonomicznym, gdyż znajdowała się na nim większość górnośląskich kopalni węgla kamiennego, cynku i ołowiu, stalowni i wielkich pieców.

W czerwcu 1922 roku wojska polskie dowodzone przez gen. Stanisława Szeptyckiego wkroczyły na Śląsk. Centralne uroczystości przyłączenia uzyskanych terenów do Polski odbyły się 16 lipca 1922 roku w Katowicach Ostatecznie sprawę Śląska uregulowała polsko-niemiecka konwencja, podpisana 15 maja 1922 roku w Genewie, nazywana konwencją górnośląską. Jej przepisy dotyczyły głównie spraw gospodarczych, politycznych i kulturalnych. Obowiązywała 15 lat. Nad wykonaniem konwencji czuwała międzynarodowa komisja.

Gdy mowa o polityce zagranicznej państwa, wybiegnijmy nieco naprzód. Jeszcze jedno wydarzenie potwierdza, jak rozległy był horyzont politycznego myślenia Witosa. Oto rok później w jednym ze swych przemówień sejmowych zwrócił uwagę na zmiany, jakie zaszły w ciągu kilku lat powojennych na politycznej mapie Europy. I znów, jak kiedyś, oceniał te zmiany przez pryzmat miejsca Polski i obrony jej żywotnych interesów. Szczególny jego niepokój wywołały układy między Rosją Radziecką a Niemcami, prowadzone w Genui, a podpisane 16 kwietnia 1922 roku w Rapallo. Uznał je za „niesłychanie groźne chmury”, które zachwiały dotychczasowym układem sił i stosunków politycznych w tej części Europy.

Mówił wówczas w sejmie: „Dwa największe państwa Europy obszarem i ludnością, dwa mocarstwa (…), zajmujące prawie jedną trzecią części obszaru Europy (…), zawarły między sobą układ”. Za dużą naiwność polityczną uznał Witos widzenie tylko gospodarczego aspektu tego układu. „Do dalszych układów może być krok tylko” – dodawał ostrzegająco. W związku z tym skrytykował dotychczasową politykę rządu, który obarczył częściową winą za dojście do skutku układu. Istnienie i aktywność obu sąsiadów należało brać pod uwagę w grze politycznej. Nie można było pozostawać tak długo z obu tymi państwami na stopie wojennej. Podkreślił: „Trzeba było zbliżyć się do jednego”.

To realistyczne widzenie sytuacji legło u podstaw pewnego „otwarcia na Wschód”, którego w połowie lat dwudziestych dokonał Witos, gdy ponownie stanął u steru państwa. W kilka tygodni po objęciu funkcji premiera na powiatowym zjeździe delegatów PSL „Piast” w Tarnowie powiedział: „Co do Wschodu, to rozum prosty nakazuje (..), że naród rosyjski liczy ponad sto milionów, że jest naszym sąsiadem (…). Należy więc zastanowić się nad tym, czy nasza ekspansja gospodarcza nie powinna iść w kierunku Rosji, by za nią mogło przyjść zupełne uregulowanie całokształtu naszych stosunków wzajemnych (…). Polska nie myśli wznawiać jakichkolwiek zaburzeń, pragnie żyć w spokoju i żąda tego od innych”.

Stosunek Witosa do wschodniego sąsiada można określić jako realistyczny, uwarunkowany względami gospodarczymi. Przywódca „Piasta”, który miedzy innymi w polityce zagranicznej przyjął w owym czasie koncepcje endecji, bardziej był skłonny niż środowiska związane z Piłsudskim do ułożenia dobrosąsiedzkich stosunków z Rosją Radziecką.

Powróćmy jednak do zasadniczego toku naszych rozważań, przerwanego krótkim rysem polityki zagranicznej – jak ją widział i jak realizował ten chłopski przywódca, gdy stał na czele rządu. Po ustąpieniu z jego gabinetu przedstawicieli PPS i PSL „Wyzwolenie” zmienił się skład popierającej go większości, znacznie osłabło zaplecze polityczne rządu. Jak sam Witos pisał o ówczesnej większości rządowej, miała ona „bardziej zachowawczy charakter”. W tej sytuacji, doceniając siłę opozycji, zwłaszcza wobec zaostrzającej się walki politycznej, Witos postanowił 27 maja 1921 roku złożyć wraz z całym rządem dymisję77. Naczelnik państwa jej nie przyjął. Na ręce Witosa zaś skierował pismo, następującej treści:

Powołany przeze mnie w chwili groźnej dla Państwa Rząd, którego ster ujął Pan, Panie Prezydencie, w swe ręce – pozwolił przezwyciężyć najniebezpieczniejszą sytuację, w jakiej Polska się znalazła. Zadania Rządu tym trudniejsze są u nas do spełnienia, że warunki, mające źródło w wewnętrznych stosunkach krajowych, utrudniają znacznie utrzymanie powagi władzy rządowej, powagi koniecznej dla właściwego wypełnienia najistotniejszych zadań państwowych. Mimo to Rząd, któremu Pan przewodniczył, nie tylko wywiązał się z powierzonych mu obowiązków, ale zdołał także umocnić autorytet władzy wykonawczej – za co składam Panu, Panie Prezydencie, i wszystkim Panom Ministrom moje szczere uznanie i podziękowanie. Uważam przesilenie gabinetowe w chwili obecnej dla Państwa za niepożądane, odwołuję się więc do obywatelskiego poczucia Obowiązku Pana, Panie Prezydencie, i Panów Ministrów, aby pozostali nadal przy urzędowaniu, gdy to ze względów państwowych jest konieczne. Opierając się zaś na oświadczeniu Pana Marszałka Sejmu Ustawodawczego – zarówno pisemnem, jak i ustnem – w których zapewnia mnie Pan Marszałek, imieniem Sejmu Ustawodawczego, że Pan, Panie Prezydencie, liczyć może na poparcie większości Sejmu, uważam dalsze pozostanie Pana u steru Rządu wraz z całym gabinetem za możliwe. Z tego względu do zgłoszonej w dniu 27 bm. przez Pana prośby o dymisję przychylić się nie mogę. Jednocześnie proszę pana o przedłożenie mi wniosków co do obsadzenia tek wakujących,

Warszawa-Belweder, dnia 28 maja 1921 roku

Naczelnik Państwa J. Piłsudski”.

Zofia Dąbska pisała w tych okolicznościach: Zdaje się, że ludowcy przegrywają sprawę, Witos już nie może dać sobie rady w tym kłębowisku spraw i zdarzeń… Już zachodzi słońce Witosa… Przynajmniej w obecnym okresie. Kiedy znowu wzejdzie? Żal mi Witosa, tak jak żal każdego człowieka, co się politycznie zgrywa siłą czasu. Nic nie pomoże na czas, nawet to, że się jest Lisem-Witosem. Jaś powiada, że Witos ma złych doradców, którzy mu podsuwają ludzi – narzędzia bez fizjonomii i energii działania. Dobrej rady Witos nie chce słuchać. Ja sądzę, że może Witos może by i posłuchał dobrej rady, gdyby mu ją przedstawić w formie przystępnej. Jasio jest nieprzystępny i milczący i to jest nieszczęście, bo przez to inni ludzie urabiają Witosa. W ogóle Witos i Jaś nigdy ze sobą nie mogą być na rzetelnej, szczerej stopie zażyłości. Coś ich odpycha i oddala od siebie żywiołowo. Może cechy pewnego podobieństwa, może pewnych zasadniczych przeciwieństw. Jest to kwestia odruchu żywiołowego, a nie wyrozumowań. Szczerze mi się kiedyś w »Bristolu« wyspowiadał z tego Witos, powiadając: »Szczerze się teraz przyznam, że wolę panią Dąbską, jak Dąbskiego«, i naprawdę tak jest. Witos do mnie, szlachcianki, ma więcej zaufania, więcej bliskości, aniżeli do Jasia. Na chłopską, kanciastą naturę Witosa można oddziaływać jednakże przez sentyment, a właśnie Jasio tego sentymentu nie uznaje, choć takoż i na niego działać można tylko przez sentyment. Od pewnego czasu Witos nie zajrzy do mnie. Nieraz nagabuję Jasia, dlaczego Witosa nie zaprosi. Zbywa mnie milczeniem. Wierzę, że nie życzy sobie zbliżenia się mego do Witosa, może nawet dlatego, że przypuszcza, że Witos ma sentyment do mnie. Jasio w ogóle nie lubi i odpycha ludzi, którzy mają dla mnie sentyment. Dlaczego tak jest, nie umiem sobie wytłumaczyć.

Nie wiem, co znaczy dzisiejsza plotka o dymisji Rataja, tej wiecznej podpory rządu Witosowego? Pamiętam, że rok temu w gorącej rozmowie z Ratajem zarzucałam ludowcom, że zbyt są ustępliwi, że patrzą przez palce na rządy endecji i wszelkiego wstecznictwa. Na to Rataj mi odpowiedział: »ha, niech właśnie zło dojdzie do absurdu«. Aż podskoczyłam: »Więc Wy siedzicie spokojnie w rządzie, patrząc spokojnie, jak w Polsce idzie do absurdu – no, piękna filozofia polityczna – nie zazdroszczę. A co dalej?« Rataj na to: »Rewolucja, przewrót«. Wybałuszyłam oczy. Rozmowa ta miała miejsce u Bartlów. Może więc dziś Rataj przyszedł do przekonania, że nadszedł czas absurdu. Występuje z rządu, by wstąpić do szeregów »rewolucji«. Rataj – rewolucjonista, który podczas swych rządów oświatowych całą Małopolskę zaendeczył, który popiera kler i jest najmilej widzianym przez całą prawicę ministrem ludowcowym. Czyż nie wygodny taki minister – ludowiec, co to nie popiera ludowców, a dźwiga endeków i klerykałów. Swoi go nie atakują, bo to ludowiec, a prawica rada by widzieć na stolcu ministerialnym po wsze czasy”.

W okresie sprawowania władzy przez Rząd Obrony Narodowej rozstrzygnęły się na korzyść Polski losy Wileńszczyzny. Witos został przez Piłsudskiego wcześniej wtajemniczony w sprawę tzw. buntu gen. Lucjana Żeligowskiego. Wcałej rozciągłości akceptował to rozwiązanie. Poważnym sukcesem polskiej polityki zagranicznej w owym czasie było podpisanie 19 lutego 1921 roku polsko-francuskiej umowy o współpracy wojskowej, która stanowiła filar polskiego bezpieczeństwa do końca istnienia II Rzeczypospolitej. Rząd, obok Naczelnika Państwa, był współtwórcą tego ważnego układu.

Wchodząc na polityczne salony, Witos nie próbował ani przez chwilę wtapiać się w tło. Wręcz przeciwnie, zachował swoją charakterystyczną osobowość, styl bycia, specyficzny strój. Niekiedy nastręczało to problemów protokolarnych. „W związku z przyjazdem królewskiej pary rumuńskiej miałem z Witosem niemały kłopot – odnotował jeden z urzędników odpowiedzialnych za przygotowania do tej wizyty – nie w związku z zachowaniem się jego, bo byłem pewien, że Witos taktowniej potrafi się przystosować do etykiety dworskiej niż wielu naszych półpanków, ale z jego strojem. Oczywiście nie można było odbierać mu charakteru chłopa, gdyż wtedy wyglądałby fatalnie, a jednak nie mógł wystąpić tak jak zwykle dotąd robił, w czarnej marynarce, gdyż musiał przywdziać wstęgę Orderu Orła Białego, którego był kawalerem, oraz być przygotowanym na udekorowanie najwyższym orderem rumuńskim. Należało zatem skompletować mu strój półhistoryczny, półludowy, a takim mogła być tylko zmodernizowana czarna czamara, a miast krawata, którego nigdy nie nosił, postanowiłem wynaleźć mu stylową wielką spinę. W takim stroju i orderach Witos wyglądał doskonale”.

Ciekawych obserwacji dokonała Zofia Dąbska: „ Z ciekawością śledziłam, jak to całe towarzystwo reaguje na Witosa w butach i bez krawatki. I otóż zadziwiałam, jak jaśnie i mniej jaśnie oświecone panie mizdrzyły się i wyprzejemniały do »Wielkiego Chama«. Ponieważ Witos wciąż szukał mojej osoby, jako takiej, z którą mu było najprościej i najzręczniej rozmawiać, jaśnie panie wprost wyrwały mi go z rozmowy. Dziwne, że wśród całego tego zbiegowiska ten człowiek był mi najbliższy, jego smutne niespokojne oczy pociągały mnie. Czułam, że się czuje samotny, sam jeden dla siebie w całym towarzystwie, wsunięty w nie przypadkiem, więc byłam dla niego kilkakroć serdeczniejsza, żeby mu ulżyć. Pyta mnie się Witos, dlaczego nie jestem wydekoltowana jak inne kobiety. Odpowiedziałam mu, że dekoltywność mojej osoby przypisuje mi skromność. Uśmiechnął się. Naturalnie musiał mnie dotknąć też jak zawsze, żem »szlachcianka«. »Trudno, na grzech pierworodny tego rodzaju nie ma nawet odkajania« – zażartowałam. Tu p. Frania Woroniecka, pewna i napastliwa, jęła się przedstawiać sama Witosowi. W ogóle ciekawe, że Witosowi panie same się przedstawiały. On wobec tych emablów, fraków, fineflemy towarzyskiej jest spokojny, wyniosły, ogromnie dyskretny. Podziwiać należy ten takt towarzyski tego »chłopa« w butach i bez krawatki”.

Wincenty Witos miał wiele zastrzeżeń do polityki Józefa Piłsudskiego – Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza, a jednak i on, i jego stronnictwo, dbali o to, by prestiż marszałka nie był podważany. Witos często bronił Piłsudskiego przed atakami narodowych demokratów, a pismo „Piast” prowadziło, w dość ostrym stylu, polemikę ze wszystkimi, którzy przedstawiali Piłsudskiego w negatywnym świetle. Zwłaszcza gdy po zakończonej wojnie wzmogły się na niego ataki, „Piast” nawoływał do utrzymania jedności narodowej i szanowania władz państwowych. 24 września 1920 roku Witos wygłosił przed izbą poselską exposé rządowe w duchu jedności narodowej. W dyskusji nad exposé przedstawiciel klubu PSL „Piast” skrytykował zjawisko podkopywania zaufania do władz państwowych i Naczelnego Wodza i złożył hołd Piłsudskiemu.

Na posiedzeniu 27 stycznia 1921 roku Witos przedstawił sejmowi zamierzenia rządowe. Mówił o demobilizacji 60% stanu armii, 25% oficerów i 50 000 koni, o usprawnieniu i ujednoliceniu administracji państwowej w całym kraju. Rząd planował zmniejszenie o 30% liczbę etatów urzędniczych. Premier postulował rozszerzenie uprawnień samorządu i doprowadzenie do takiej decentralizacji państwa, która nie naruszy jego siły i powagi. Wobec trudnej sytuacji gospodarczej Polski, oznajmił posłom, że w Polsce powinien zniknąć zbytek. Dokonania gospodarcze rządu to: rozpoczęcie budowy portu w Gdyni, wdrażanie reformy rolnej. Rząd Witosa 17 grudnia 1920 roku przeprowadził ustawę o bezpłatnym nadaniu ziemi żołnierzom do maksymalnej wielkości 45 ha. Zintensyfikowano produkcję rolną, zaorano odłogi i pola zniszczone w czasie działań wojennych. Rząd wiele uczynił, aby scalić państwo i jego administrację oraz znieść odrębność Wielkopolski. Podatek dochodowy zbudowano na bardziej postępowych i sprawiedliwych zasadach niż ten sam podatek w innych państwach. Rząd Witosa rozszerzył również ustawodawstwo socjalne, wyprzedzając tym bogate państwa na zachodzie. Zanim w 1921 roku wprowadzono ustawę o ochronie pracy kobiet i młodocianych, ratyfikował konwencję waszyngtońską w sprawie pracy. 1 maja 1926 roku zniósł obowiązek uzyskiwania zezwoleń na urządzanie manifestacji robotniczych.

Wincenty Witos przejawiał niezwykłe wyczulenie na los najbiedniejszych. Kierowana przez niego Rada Ministrów wyłoniła komisję złożoną z premiera i ministrów, która podejmowała bezpośrednie decyzje w sprawie rozpatrzenia możliwości dostarczania odzieży, obuwia i żywności ludziom potrzebującym pomocy. Rząd Witosa wiele zrobił, aby odbudować i uruchomić przemysł. To za jego rządów wzrosło zatrudnienie, a przemysł odbudował swoją produkcję, przekraczając poziom z 1913 roku. Witos zredukował znacznie administrację. Oszczędności posunął do stanu niespotykanego. Auto, którym jeździł, należało do Ignacego Paderewskiego i było prywatnym samochodem.

Pełniąc funkcję premiera, Witos dążył do łagodzenia wszelkich napięć społecznych i narodowościowych. 22 kwietnia 1921 roku rząd zniósł stan wojenny, 24 maja uchwalił amnestię, a w celu ułożenia dobrych stosunków z Ukraińcami już 1 października 1920 roku uchwalił projekt ustawy o utworzeniu Uniwersytetu Ukraińskiego w Stanisławowie. Jedną z wielkich batalii politycznych, która rozegrała się podczas premierostwa Witosa, była długa debata nad ustawą konstytucyjną, zakończona 17 marca 1921 roku jej uchwaleniem. Spadek po pierwszym rządzie Witosa przejął prof. Antoni Ponikowski. Mimo różnic politycznych, Ponikowski w swoim pierwszym expose pomyślnie ocenił dorobek ustępującego rządu82. Brak wyraźnej większości parlamentarnej uniemożliwiał jednak rządowi skuteczność działania. Premier był zmuszony znaczną część swojej energii poświęcać na szukanie kompromisu z liderami poszczególnych ugrupowań. Dlatego 19 listopada 1921 roku zgłosił ponownie dymisję całego gabinetu, która tym razem została przyjęta. Wyrazem najwyższej oceny moralnej czternastomiesięcznej pracy premiera Rządu Obrony Narodowej było odznaczenie go najwyższym odznaczeniem państwowym – Orderem Orła Białego. „Od urzędu – odnotował Witos – odszedłem tak przemęczony, że często przez dłuższy czas nie mogłem zebrać myśli. Nie było w tym zresztą nic dziwnego. Sam czułem, że stanowisko to przerastało moje siły i zdolności. Brak wykształcenia i wiadomości koniecznych do sprawowania tak trudnego urzędu, i to jeszcze w podobnych czasach, musiałem zastępować niesłychanym wysiłkiem, starając się ile możności obchodzić bez obcej pomocy. Były to jednak twarde i cierpkie orzechy, które musiałem gryźć codziennie, choć nie próbowałem się skarżyć”.

Janusz Gmitruk

Dyrektor Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego

[Rozdział z publikacji Wincenty Witos – współtwórca Niepodległej: http://muzeum-niepodleglosci.pl/wp-content/uploads/2012/10/Witos.pdf ]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *