Gdy ziemia ożyła …

Chciałabym opowiedzieć historię z moich rodzinnych stron, z okolic Piotrkowa Trybunalskiego. Będzie to opowieść o bohaterach i zdrajcach, o wielkiej szlachetności i niepojętym okrucieństwie, o bezgranicznej odwadze i ludzkiej podłości. Opowieść, którą znam od dziecka. Słyszałam ją wielokrotnie z ust mojej prababci, Anny Pietraszczyk.
,,Dobrze zapamiętaj, a gdy przyjdzie czas, opowiedz wszystkim’’ – mówiła.
Przez lata pamiętałam każde jej słowo, jednak nie pojmowałam ich sensu. Aż poczułam, że czas właśnie nadszedł. Z zapamiętanych rozmów, ze strzępów informacji uzyskanych od świadków tamtych wydarzeń, z archiwalnych dokumentów i artykułów prasowych, zaczęłam mozolnie składać obraz tamtych dni.

…………………

Pieńki Karlińskie

Niewielka wieś położona kilka kilometrów od Piotrkowa Trybunalskiego przy trasie do Łodzi. 24 czerwca 1944r. zapisał się w świadomości tej lokalnej społeczności niezwykle dramatycznie. Wtedy doszło tutaj do największej egzekucji w regionie.

Wspomina Antoni Stańczyk, świadek i mieszkaniec Karlina:

,,To wydarzyło się w godzinach popołudniowych, bo krowy pasły się tutaj za stodołą. Kiedy z lasu dobiegły strzały, to bydło z pola uciekło do obory. Tych gestapowców przyjechało bardzo wielu. Przywieźli Żydów, żeby doły wykopali. Cały lasek był obstawiony. Gdy wykopali doły, to przed egzekucją zamknęli drogę do Srocka. Zatrzymali ruch, bo mieli strzelać w stronę drogi. Ojciec mój był wtedy sołtysem. Gdy Niemcy odjechali, to zaraz do nas przybiegli sąsiedzi Defiński i Szulc. Wzięli szpadle i szybko pobiegli odkopywać. Tam jeszcze świeża ziemia się ruszała, jęki spod ziemi dochodziły. Ale na Pieńkach mieszkało czterech Niemców. Mój ojciec powiedział do Dawida – Niemca, że tych ludzi trzeba ratować. A on odpowiedział: – Psia krew! Ty chcesz leżeć tu?! To odkop! Jak odkopiesz, to ty tu zaraz będziesz leżał!
Mieszkańcy bali się odkopać postrzelonych. Gdy ojciec przyszedł do domu, to nie mógł sobie darować tego wszystkiego. To była okropność! Ale tu blisko Niemcy mieszkali i gdyby który z nich doniósł, toby zaraz całą rodzinę wystrzelali.’’

Kim były ofiary tego bestialskiego mordu? Czym ci ludzie zasłużyli sobie na tak okrutny los?

Bogusławice, Tychów

Bogusławice. Wieś koło Wolborza. Podczas hitlerowskiej okupacji część z jej mieszkańców należała do Batalionów Chłopskich i Armii Krajowej. W 1944 roku akcja scaleniowa na tym terenie nie była jeszcze ukończona, jednak ludzie z obu organizacji znali się i współpracowali ze sobą.

Rankiem 26 maja 1944 roku do wsi wkroczyli funkcjonariusze żandarmerii niemieckiej z posterunku w Czarnocinie. Towarzyszyli im granatowi policjanci z posterunku w Wolborzu, a wśród nich komendant tego posterunku o nazwisku Błaszczyk. Na podstawie przygotowanej wcześniej listy, aresztowali 20 mężczyzn ze wsi.

W ten piątkowy poranek, 23-letni Władysław Malinowski szedł do pracy w pobliskiej mleczarni, gdy został zatrzymany na drodze i aresztowany, jako jedna z osób wpisanych na listę. W tym samym czasie do domu jego brata, 43-letniego Ludwika Malinowskiego, przyszedł granatowy policjant w towarzystwie żołnierza niemieckiego, który miał listę z nazwiskami. Nazwisko Ludwika Malinowskiego również znajdowało się na owej liście. Obaj bracia byli członkami Batalionów Chłopskich. Ich dowódcą był Władysław Szwarbuła. On sam uniknął aresztowania, jednak jego brat, 30-letni Stanisław Szwarbuła miał mniej szczęścia.
Inni bracia, Władysław i Stanisław Urbaszkowie zostali pojmani we własnym domu. Władysław miał 32 lata, jego brat zaledwie 21. Obaj należeli do Batalionów Chłopskich.
34-letni Władysław Rybak ps. ,,Ptak’’ oraz jego brat Ignacy Rybak również działali w Batalionach Chłopskich od 1942 roku. Ich też aresztowano. Szczególnie dotknięta została rodzina Węgrzynowskich, która straciła siedmiu członków: braci Franciszka, Wacława, Eustachiusza, Mieczysława i Bronisława oraz ich braci stryjecznych Stefana i Henryka. Najmłodszy, Bronisław miał 22 lata, najstarszy Franciszek – 47. Węgrzynowscy działali w AK.

Wacław Rogowski był bratem sołtysa, Józefa Rogowskiego. Józef Rogowski wspomina, że w dniu 26 maja 1944 r. nad ranem obudził go brat Stanisław, informując go, że żandarmi niemieccy poszukują ich brata Wacława. Później dowiedział się, że we wsi Niemcy aresztowali 20 mężczyzn, w tym jego brata. W tym samym dniu zatrzymano w Bogusławicach również Franciszka Wochnę, Jana Mękarskiego, Jana Mierzejewskiego, Władysława Szczepanika i Romana Liszkę.

Aresztowanych załadowano na dwa wozy konne, tzw. podwody. Prawdopodobnie nie przeczuwali oni najgorszego, gdyż nie próbowali uciekać mimo, iż mieli być pilnowani w pewnym momencie jedynie przez 2 lub 3 żandarmów niemieckich. Gdy przed południem wozy przyjechały do Wolborza, zatrzymując się przed posterunkiem policji na Rynku Jagiełły, niektórzy z zatrzymanych schodzili z wozu, aby napić się wody ze znajdującej się tam studni. Być może myśleli, że są zabierani na roboty, do których w tamtym czasie Niemcy bardzo często wykorzystywali okoliczną ludność. Po niedługim czasie wozy pojechały w stronę Piotrkowa, a aresztowanych mężczyzn umieszczono w tamtejszym więzieniu.

Podobny los spotkał wcześniej Józefa Cybulę, mieszkańca wsi leżącej nieopodal Czarnocina wsi Tychów. Jego żona, Maria podała, że mąż umiał naprawiać broń, dlatego często do ich domu przychodziły różne uzbrojone osoby. Mówiła, że Józef Cybula najprawdopodobniej należał do jakieś konspiracyjnej organizacji. W dniu 17 czerwca 1944 r., w domu w Tychowie, jej mąż został aresztowany przez żandarmów niemieckich z posterunku w Czarnocinie. Po około tygodniu otrzymała od niego kartkę, w której informował ją, że jest w więzieniu w Piotrkowie i ma nadzieję, że wróci do domu. Świadek Władysław Ścieszko podał, że w połowie czerwca 1944 r., przebywał na posterunku żandarmerii hitlerowskiej w Czarnocinie. Tam spotkał Józefa Cybulę mieszkańca wsi Tychy. Widział jak później żandarm prowadził go w kierunku przystanku kolejowego. Po trzech dniach od ludzi dowiedział się, że Cybula został z innymi osobami rozstrzelany w Pieńkach Karlińskich.

Rodziny natychmiast zaczęły czynić starania o zwolnienie zatrzymanych. O pomoc zwrócono się do piotrkowskiego szewca, Edwarda Wachowicza. Do zakładu Wachowicza przychodzili funkcjonariusze gestapo z Piotrkowa. Od jednego z nich Wachowicz dowiedział się, że listę partyzantów przekazał władzom niemieckim Jerzy Kornacki, pracownik mleczarni w Wolborzu. Już sześć dni później, 1 czerwca 1944 r. dwóch członków partyzanckiego oddziału „Gryf” otrzymało rozkaz wykonania wyroku śmierci na Kornackim. Pierwsza próba nie udała się, postrzelony konfident udał nieżywego i uniknął śmierci. Rannego Kornackiego zastrzelili później w szpitalu w Piotrkowie członkowie dywersyjnego zespołu „Kosa”.
Dlaczego Jerzy Kornacki zdecydował się na tak haniebny czyn? Z niepotwierdzonych informacji wynika, że podpisał on Volkslistę i przyjął nazwisko Schultz, jednak nie ma na to dowodów.

Majków, Bąkowiec, Wola Bykowska

W tym samym czasie, nie tylko w Bogusławicach ale w całej najbliższej okolicy Piotrkowa Trybunalskiego, miała miejsce fala aresztowań. Metody typowania podejrzanych były rozmaite, często oparte na wymuszonych zeznaniach już aresztowanych, czasami bardziej wysublimowane.
W okolicach miejscowości Bąkowiec, kilka miesięcy przed masowym aresztowaniem, we wsi chodził mężczyzna o nazwisku Jargan. Zbierał on ochotników do partyzantki. Zapisywał zgłaszające się osoby, pokazując im broń i ulotki. Po dokonanych zapisach zniknął. Jak podają Antoni i Ireneusz Woźniakowie z Bąkowca, był to Polak niemieckiego pochodzenia, lub niemiecki konfident, który zrobił prowokację, wskazując Niemcom osoby zainteresowane walką zbrojną. Zorganizował wśród Polaków tajną organizację, która w rzeczywistości była niemiecką prowokacją. W zeznania świadka Stanisława Pirka znajduje się informacja, że Stanisław Jargan pochodzil z Majkowa Dużego. Został postrzelony przez Niemców i złapany, gdy uciekał. Niemcy obiecali Jarganowi, że go wyleczą, i zwolnią, gdy wyda innych. Przebywał on w więzieniu w Piotrkowie. Jeszcze tego samego dnia, gdy złapano Jargana, Niemcy przyjechali do Majkowa Średniego i dokonali aresztowań.

Antoni Baur był mieszkańcem Majkowa Średniego. Jego córka, Danuta Staszek wspomina, że ojciec z pewnością zaangażowany był w działalność konspiracyjną. Z tego co opowiadała jej ciotka, ojciec i inni jego koledzy ukrywali się. Gdy było jakieś święto, czy dzień świąteczny, ojciec i inni mężczyźni przyszli na noc do swych domów. Wtedy zostali aresztowani. W nocy przyjechali Niemcy i wszystkich tych mężczyzn, działających w konspiracji, w tym jej ojca, aresztowali i wywieźli do więzienia do Piotrkowa.
Razem z Antonim Baurem zostali aresztowani również: Stanisław Grzędowski i Józef Wężyk z Majkowa Średniego, Stanisław Sik z Majkowa Dużego, Józef Braun z Majkowa Folwarku, Józef Kluf z Pracy, Antoni Niezgoda i Jan Staszkiewicz z Rokszyc oraz Franciszek Kiereś z Bogdanowa.

Piotr Łukaszewski mieszkał razem z żoną Heleną w pobliskim Oprzężowie. Helena Łukaszewska przekazała, że 24 kwietnia 1944 r. nad ranem do ich mieszkania weszło 4 niemieckich żandarmów, którzy zabrali męża. Wraz z mężem zabrano wówczas inne osoby. Cała wieś była okrążona przez niemieckich żandarmów. Później dowiedziała się, że mąż był przetrzymywany w więzieniu w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie podczas przesłuchań był torturowany.

Nieco inaczej było w Woli Bykowskiej. Na miesiąc przed masowymi aresztowaniami, do majątku Wola Bykowska przyjechali Niemcy i zabrali kilka pracujących tam osób, między innymi karbowego i ogrodnika o nazwisku Wadlewski. Po zatrzymaniu byli oni bardzo bici. Gestapo chciało uzyskać od nich informacje o innych osobach, które działały przeciwko Niemcom. Tenże Wadlewski, był słabego zdrowia, i podczas przesłuchań wskazał Niemcom takie osoby. Nie uratował jednak życia. Nazwisko Wadlewskiego znalazło się na obwieszczeniu dotyczącym egzekucji z dnia 24.06.1944r. pod poz. 78. Nie zginął w Pieńkach Karlińskich. Został prawdopodobnie zamordowany w innym miejscu albo wywieziony do obozu koncentracyjnego.

Jan Woźniak z Bąkowca był robotnikiem w majątku Wola Bykowska. Działał w AK. Gdy Niemcy znaleźli w stawie koło Bąkowca zatopione ulotki i czasopisma konspiracyjne, rozpoczęły się masowe aresztowania członków AK. Wówczas Jan Woźniak zaczął się ukrywać na strychu domu Antoniego Krawędziaka. Wiosną 1944 r., Niemcy przyszli do Krawędziaka. Mimo, iż powiedział, że Jana Woźniaka nie ma u niego, udali się do miejsca gdzie się ukrywał i go aresztowali. Przewieziono go wówczas do więzienia w Piotrkowie. Tam podczas przesłuchań, był torturowany. Możliwe, że informacje o miejscu ukrywania się Jana Woźniaka zostały przekazane przez Wadlewskiego.

Teofil Macika, mieszkaniec wsi Byki, był kowalem i pracował w hucie Hortensja. Został zatrzymany 6 czerwca 1944 r. w domu przez niemieckich żołnierzy i przewieziony do więzienia w Piotrkowie Tryb. W dniu 24.06.1944 r., został z innymi osobami rozstrzelany w Pieńkach Karlińskich.


Członkowie jego rodziny wspominają:

,,To byli skazani za ruch oporu, ale niektórzy to i przypadkowo. To byli niewinni ludzie. Wtedy było dużo Polaków donosicieli, poszli „podszpiclowali”, człowieka rozstrzelali. Niemcy mówili uwięzionym, że jak wydadzą 100 ludzi, to ich uwolnią. Niektórzy „sypali”, kogo tylko znali. Była partyzantka, Niemcy dokuczali. Przyszła partyzantka, zastrzelili Niemca. A za jednego Niemca ginęło 100 Polaków. Takie były czasy. Z przekazu babci wiem, że dziadziuś został postrzelony w policzek, więc właściwie żywcem został wtrącony do grobu. To była straszna noc.’’

Żona Teofila Maciki, Janina , wyszła ponownie za mąż za krewnego mojego pradziadka, Pietraszczyka, przez co spowinowaciła się z moją rodziną. Była w przyjaznych stosunkach z moją prababcią, Anną Pietraszczyk. To właśnie od Janiny Pietraszczyk moja prababcia Anna uzyskała bardzo drastyczny opis ostatnich chwil Teofila Maciki. Jeden z ludzi pracujących przy grzebaniu ofiar egzekucji miał opowiadać Janinie, że jej mąż został jedynie zraniony w policzek a podczas próby wrzucenia do dołu żył i był przytomny. Miał go nawet chwycić za rękę i wyszeptać: ,,dobij!’’. Gdy przerażony człowiek zaczął się rozglądać za kamieniem, którym mógłby skrócić cierpienia rannego, poczuł przystawioną do skroni broń. Teofil Macika żywy powędrował do grobu… Gdy zasypywano dół, ziemia wyglądała, jakby ożyła…

Piotrków Trybunalski

Również piotrkowianie nie uniknęli hitlerowskich represji. Jednym z nich był Jan Woźniak. Nazwisko to padło już wcześniej, jednak należy wyjaśnić, że Jan Woźniak z Bąkowca i Jan Woźniak z Piotrkowa Trybunalskiego to dwie różne osoby. Leokadia Smuga, córka piotrkowianina Jana Woźniaka wspomina, że w czasie wojny mieszkała w Piotrkowie Trybunalskim z rodzicami i rodzeństwem. Ojciec należał do AK, miał pseudonim „Gruszka”. Nie wiedziała do jakiego oddziału należał ojciec. Nie pamiętała kiedy ojciec został aresztowany. Wskazała, że jej ojciec walczył w wojnie polsko – bolszewickiej. Za obronę Warszawy otrzymał Krzyż Virtuti Militari. Zeznała dalej, iż widziała, w domu czarny mały pistolet, oraz że ojciec mógł mieć schowaną w piwnicy radiostację. Został aresztowany koło południa w swoim domu. Przyszło po niego dwóch gestapowców i skuło go kajdankami. Gdy wyszła przed dom na ulicę jeden z nich ją zauważył. Odpiął wówczas ojcu kajdanki i spiął ją z ojcem. Zaprowadzono ich na ulicę Żeromskiego, na gestapo. Ojca zaprowadzono do innego pokoju. Od niej odebrano odciski palców. Potem zaprowadzono do piwnicy. Co jakiś czas przez wizjer w drzwiach ktoś ją obserwował. Po południu wszedł do piwnicy jakiś funkcjonariusz i kazał jej uciekać. Ojca nie zwolniono. Wskazała, że po aresztowaniu ojca była u nich w domu jakaś kobieta – łączniczka z AK, która przyniosła pieniądze dla matki w związku z działalnością ojca w partyzantce. Widziała raz jak ojca prowadzono z ulicy Słowackiego do więzienia na ulicę Wojska Polskiego. Nie wyglądał na pobitego. Gdzieś po tygodniu od tego zdarzenia, idąc do kościoła ulicą Wojska Polskiego, widziała jak z więzienia wyprowadzano mężczyzn do samochodu ciężarowego z plandeką. Do auta dołączony był podest ze schodami, po których mężczyźni wchodzili do auta. Ostatni wszedł i usiadł jej ojciec.

Dzień przed aresztowaniem Jana Woźniaka został zatrzymany jego zięć, mąż jego córki Ireny, Jan Gruszczyński. Gruszczyński razem z teściem działał w AK. Leokadia Smuga wspomniała, że szwagier mieszkał tam gdzie ona z rodzicami, tyle że rodzice mieszkali w części posesji od strony ulicy, a szwagier z żoną od strony podwórka. Jan Gruszczyński miał pseudonim „Jabłko”. Jego Niemcy zatrzymali z jego żoną, którą później wywieziono na roboty do Niemiec.

Wśród pomordowanych znalazł się 34-letni Rudolf Hilgert, Czech pochodzenia niemieckiego, a z wyboru Polak, który w czasie okupacji organizował w Piotrkowie ruch oporu. To ojciec pani Lidii Sowińskiej-Ziółkowskiej, która nie szczędząc sił i prywatnych środków przez lata zabiegała o godne upamiętnienie wszystkich ofiar tej zbrodni.

,, Ojciec aktywnie działał w konspiracji w organizacji WRN – Wolność Równość Niepodległość. Był w organizacji kierownikiem politycznym. W ramach swej działalności w Warszawie załatwiał kenkarty i rozprowadzał podziemną prasę. Zajmował się także szukaniem kryjówek dla Żydów. Działalność konspiracyjną rozpoczął już w 1939 r. Ojciec był z pochodzenia Niemcem i miał czeski paszport, bo takie miał obywatelstwo. W dniu 3 marca 1944 r., wyjechał z walizką wypełnioną jakimiś drukami do Krakowa. Po kilku dniach wracając do Warszawy, natknął się na dworcu głównym w Krakowie na łapankę. Wówczas został zabrany i dowieziony do posterunku policji w Miechowie lub Wolbromiu niedaleko Krakowa. Tam na posterunku, na podstawie przedstawionego paszportu, został zidentyfikowany jako osoba poszukiwana przez gestapo z Piotrkowa listem gończym. Natychmiast przetransportowano go do Piotrkowa Trybunalskiego. Ojciec był wówczas poszukiwany w związku z „wsypą”, jaka miała miejsce w lutym 1943 r., w Piotrkowie. Wówczas funkcjonariusze gestapo aresztowali grupę osób z organizacji konspiracyjnej, do której należał ojciec. Wtedy ojciec i inne osoby z organizacji zostały w porę ostrzeżone i udało im się opuścić miasto. Od matki dowiedziałam się, że ojciec podczas pobytu w Piotrkowie był wielokrotnie przesłuchiwany i torturowany. Niemcy proponowali mu wysłanie go do obozu zamiast rozstrzelania, w zamian za podpisanie volkslisty. Ojciec na tę propozycję nie przystał. Od matki dowiedziała się również, że partyzanci z okolic Piotrkowa zamierzali odbić ojca podczas przeprowadzania go na przesłuchanie z więzienia na gestapo. Ojciec miał pseudonim „Jan”. Matka za pośrednictwem konfidenta gestapo o nazwisku Gonera, usiłowała wykupić ojca, by przeniesiono go listy przeznaczonych do egzekucji, na listę osób przeznaczonych do wysłania do obozu koncentracyjnego. Zdołała zebrać pieniądze i przekazać je Gonerze na dzień przed egzekucją. Powiedział wówczas jej matce, by przyszła następnego dnia o 9.00. Gdy matka się zjawiła, oświadczył, że męża już wywieziono do lasu. Idąc wówczas do domu zobaczyła na murach kościoła obwieszczenia o przeprowadzonej w Pieńkach Karlińskich egzekucji.’’

Wiosną 1944r. w Piotrkowie Trybunalskim miała miejsce nagła fala aresztowań. Zatrzymani zostali wtedy: Jan Wojnecki, Jan Tyborowski, Lucjan Resel, Henryk Kapica, Adam Krasoń, Władysław Łuczyński, Władysław Nowak, bracia Aleksander i Witold Renkiel oraz Kazimierz Renkiel.

Inne miejscowości

Wśród ofiar egzekucji znaleźli się również mieszkańcy innych, często znacznie oddalonych od Piotrkowa Trybunalskiego, miejscowości: Eugeniusz Karolak i działający w AK Józef Jabłoński, ps. ,,Wolny’’ (dowódca w oddziale ,,Kotwica’’) z Sulejowa, Józef i Aleksander Kapczyńscy z Woli Moszczenickiej, Władysław Szumigaj z Pabianic, Bronisław Szumilas z Opoczna, Roman Kieszkowski z Częstochowy i Marian Maciejowski z Łodzi.

W piotrkowskim więzieniu

Aresztowani w owym czasie byli głównie członkowie AK i BCh. Było też wielu takich, którzy nie mieli pojęcia o przyczynach ich zatrzymania i nie wiedzieli, jaki los ich czeka. Niektórzy uważali, że są po prostu zakładnikami przetrzymywanymi do czasu ujęcia poszukiwanych osób. Szczątkowe informacje o losie osadzonych pozyskujemy z nielicznych grypsów więziennych. Możemy tam przeczytać:

,,Kochani! Mieliśmy wczoraj w nocy wielką awanturę. O 9.00 wieczorem wzywają nas do kancelarii. Był tam sąd. Wszystkich przesłuchiwali. W sądzie brało udział gestapo. Mnie, Władka i jeszcze jednego wcale nie przesłuchiwali i nie wzywali przed sąd. Możliwe, że byliśmy jeszcze niepełnoletni”

,,nie wyłączając kobiet, byli tak bardzo pobici, że na tułowiu i kończynach nie było chyba miejsca wolnego od obrzęków i sińców”

Nie wiemy jak wyglądały ich ostatnie chwile pobytu w piotrkowskim więzieniu. W omawianej sprawie brak jest dokumentacji. Można założyć, że w takich sytuacjach procedura była zawsze podobna. Szukając materiałów na ten temat natknęłam się na relację więźnia Raczyńskiego, będącego naocznym świadkiem przygotowań do innej egzekucji, która miała miejsce 29 czerwca 1940 r. na terenie piotrkowskiej Prochowni.

,, Tej nocy o godzinie wpół do pierwszej wszedł do celi Niemiec z listą i wyczytał 42 osoby spośród 46. Oświadczył, że za pół godziny mają być gotowi do wyjazdu na roboty. O godzinie pierwszej przyszła większa ilość Niemców z trupimi czaszkami na czapkach i wyczytali powtórnie nazwiska więźniów, a w drzwiach wiązali jeden do drugiego i ręce w tył. W niedługim czasie od wyprowadzenia więźniów w celi było słychać wyjeżdżające ciężarówki z placu więziennego’’

Ludność cywilna miała świadomość, że Niemcy regularnie wywozili ludzi na roboty przymusowe również w głąb III Rzeszy. To drobne kłamstwo miało nie wywoływać przedwczesnej paniki wśród więźniów. Niewątpliwie mechanizm ten przypomina „oświęcimskie łaźnie’’. Czy pomordowani w Pieńkach Karlińskich zostali potraktowani w ten sam sposób? Jest to wielce prawdopodobne, gdyż wskazują na to zeznania Józefa Jakiela, wspominającego o ludziach z rękoma związanymi z tyłu.

Egzekucja. Przyczyna, przebieg

Józef Jakiel z Czarnocina zeznaje:

,,W czerwcu 1944r. przebywałem w więzieniu w Piotrkowie, za nie zgłoszenie się w terminie do wyznaczonej mi przez Niemców pracy. Pewnego dnia, mnie i pięciu innych więźniów, na polecenie Niemców przewieziono do lasu niedaleko Piotrkowa. Na miejscu zobaczyłem kilka samochodów ciężarowych i dużo niemieckiego wojska. Niemcy polecili mnie i pozostałym przywiezionym więźniom wykopać dół o długości około 20 metrów, szerokości około metra i głębokości około półtora metra. Gdy skończyliśmy pracę, Niemcy polecili oddalić się ma odległość około 100 metrów. Po kilku minutach usłyszałem warkot silników samochodowych, a zaraz potem kilkadziesiąt strzałów. Gdy wróciłem do wykopanego dołu zobaczyłem zwłoki dwudziestu sześciu mężczyzn. Leżeli przy rowie twarzą do ziemi. Ręce mieli powiązane z tyłu. Niemcy polecili nam wrzucić zwłoki do rowu. Następnie Niemcy ponownie polecili nam oddalić się od rowu. Wówczas odeszliśmy na odległość około 50 metrów. Mogłem wtedy obserwować dalszy przebieg egzekucji. Zauważyłem, że do rowu podprowadzono kolejnych 26 mężczyzn. Za każdym z nich szedł umundurowany żołnierz niemiecki z karabinem. Po doprowadzeniu ich do rowu, każdy z żołnierzy, przewracał nogą będącego przed nim mężczyznę. Następnie na komendę każdy z żołnierzy oddał po dwa strzały w tył głowy do leżących mężczyzn. Ponownie mnie i innych więźniów przywołano do dołu. Wrzuciliśmy zwłoki do rowu, który zasypaliśmy. Po zakończonej pracy przewieziono nas z powrotem do więzienia.’’

Jaka była bezpośrednia przyczyna przeprowadzenia tej egzekucji w Pieńkach Karlińskich? Według świadka, Henryki Tomaszewskiej, zanim doszło do egzekucji, miało miejsce starcie pomiędzy partyzantami z AK, a niemieckimi żandarmami, na drodze między Kielcami a Piotrkowem. Wówczas to partyzanci z AK, przebrani w mundury niemieckich żandarmów jechali do Piotrkowa, by uwolnić z więzienia aresztowanych kolegów. W drodze natknęli się na niemieckich żandarmów. Wywiązała się wówczas między nimi walka. Zginęło wtedy 9 niemieckich żołnierzy. Świadek słyszała, że za jednego zabitego Niemca, rozstrzeliwano 10 Polaków, stąd na obwieszczeniu dotyczącym egzekucji w Pieńkach Karlińskich z dnia 24.06.1944r. podanych było 90 nazwisk. W rzeczywistości zamordowano tam wtedy 52 osoby. Resztę skazanych wywieziono 11 lipca 1944r. do obozu koncentracyjnego w Gross Rosen. Trafiły tam trzy z aresztowanych 26 maja w Bogusławicach osób: Franciszek Węgrzynowski, Ignacy Rybak i Jan Mierzejewski. Oni również zginęli. Z obwieszczenia dowódcy SS i policji w Radomiu, podpisanego przez Hermana Bottchera, wynikało, że Sąd Doraźny Komandora Policji Bezpieczeństwa i SD na Dystrykt Radomski skazał 90 osób na karę śmierci za przynależność do niedozwolonych organizacji i za udzielanie pomocy członkom band.

Piotrkowski J. Mayr-Nusser

Pani Lidia Sowińska-Ziółkowska przypomniała o jeszcze jednym, jakże ważnym wątku tej historii. W trakcie egzekucji doszło do nieoczekiwanego zdarzenia. Jeden z członków plutonu egzekucyjnego, młody żołnierz Wehrmachtu stanowczo odmówił strzelania do bezbronnych ludzi. Wywołało to najpierw konsternację a później wściekłość oprawców. Zerwano z niego dystynkcje, zarzucono na głowę płócienny worek i zastrzelono. Taką wersję zdarzeń opowiadał jeden z towarzyszy Józefa Jakiela, pracującego przy kopaniu grobów. Potwierdziły ją wyniki przeprowadzonej w kwietniu 1945r. ekshumacji. Nieco inaczej opowiadała o tym zdarzeniu moja prababcia, Anna Pietraszczyk. Według jej słów bohaterski Niemiec nie został na miejscu zgładzony, a jedynie ciężko zraniony. Następnie zakopano go po szyję w ziemi, by w ten sposób konał. Okoliczni mieszkańcy usiłowali go karmić, poić i strzegli przed leśnymi zwierzętami ale nikt nie odważył się go odkopać. Dopiero gdy zmarł, pochowano go w tym samym miejscu. Czy tak było w istocie? Tego nie wiem, jednak wydaje się to dość prawdopodobne, zważywszy na fakt, że ciało młodego Niemca nie spoczywało w zbiorowej mogile, a w pewnym oddaleniu, po drugiej stronie leśnej drogi. Ani Józef Jakiel, ani żaden z jego towarzyszy nie wspominali, by kazano im wykopać dodatkowy, pojedynczy grób.
Przez lata pamięć o tym młodym, bezimiennym bohaterze funkcjonowała jedynie w ustnych przekazach, W tzw. oficjalnych wersjach pojawiała się w stanie szczątkowym albo nie wspominano o nim wcale. Dopiero dzięki staraniom pani Lidii Sowińskiej-Ziółkowskiej udało się ją przywrócić i należycie uczcić jego poświęcenie. Niestety, zapewne nigdy nie poznamy jego imienia. Taka szansa pojawiła się u schyłku lat 70-tych. Wtedy to przyjechała z Niemiec kobieta, która chciała odwiedzić grób ojca, żołnierza Wehrmachtu. Wiedziała tylko, że został rozstrzelany pod Piotrkowem 24 czerwca 1944. Była małą dziewczynką, gdy żegnała ojca, który wyruszył na front wschodni. Teraz próbowała załatwić w miejscu jego ostatecznego spoczynku, na piotrkowskim Nowym Cmentarzu tablicę z imieniem i nazwiskiem, lecz to się nie udało. Kilka lat później zginął nawet krzyż z tabliczką „N.N” i grób przestał istnieć. Jedynym śladem po tym bohaterskim człowieku jest tablica pamiątkowa w środkowej części leśnego pomnika. Pani Lidia mówi o nim: ,,Mój brat z wyboru, który świadomie wybrał śmierć, by pozostać Człowiekiem’’.

Ów epizod przywodzi na myśl skojarzenia z osobą Josefa Mayr-Nussera, który odmówił złożenia przysięgi na wierność Hitlerowi. Gdy, mimo brutalnych nacisków i bicia, nie zmienił swej decyzji, stanął 14 listopada 1943r. przed sądem wojskowym w Gdańsku, który skazał go na wysyłkę do obozu koncentracyjnego w Dachau. Józef nie dotarł tam jednak, gdyż wskutek okrutnego traktowania nabawił się choroby płuc i zmarł w pociągu na stacji w Erlangen 24 lutego 1945. Został beatyfikowany 8 lipca 2016 r.

Być może ziemia łódzka ma swojego, bezimiennego Mayr-Nussera?

Ekshumacja

Dzisiejszy pomnik w Pieńkach Karlińskich wzniesiono niedawno. Tuż po egzekucji mieszkańcy Karlina postawili tu prowizoryczny krzyż. Miał on podwójne znaczenie. Był tradycyjnym krzyżem nagrobnym, uświęcającym miejsce spoczynku ludzkich ciał, a zarazem miał pełnić funkcję obiektu wyznaczającego dokładne miejsce pochówku, by po latach można było je odnaleźć i godnie uczcić. Na to nie trzeba było jednak długo czekać.
13 kwietnia 1945r., jeszcze przed oficjalnym zakończeniem działań wojennych, podjęto decyzję o ekshumowaniu ciał pomordowanych, celem identyfikacji i przeniesienia na cmentarz. Prace ekshumacyjne prowadził dr Leonard Szajewski. Podczas okupacji niemieckiej należał do Armii Krajowej i był szefem sanitarnym Obwodu Piotrków Trybunalski. Nosił pseudonimy „Konrad” i „Szeliga”. W konspiracji pomagał rannym i chorym, prowadził też szkolenia dla sanitariuszek. Wspierał działalność Polskiego Czerwonego Krzyża. Teraz podjął się wyjątkowo trudnego zadania. Wśród ekshumowanych, doktor Szajewski odnalazł i zidentyfikował zwłoki własnego brata, Mirosława Szajewskiego.

Podczas prac ekshumacyjnych, z masowego grobu oznaczonego numerem 1, wydobyto i zidentyfikowano 52 osoby zgładzone w czerwcu 1944r. Oprócz tego, w pobliżu, odkryto również kilka pojedynczych mogił. W grobie nr 2 były zwłoki Stanisława Masłowskiego i Aleksandra Masłowskiego. W toku śledztwa ustalono, że osoby te (ojciec i syn), zostały zamordowane w Pieńkach Karlińskich w październiku 1944 r. W kolejnych pięciu grobach, było po jednej niezidentyfikowanej osobie. W końcowym raporcie ustalono, iż w Pieńkach Karlińskich zostało zamordowanych łącznie 59 osób, w tym osoba ubrana w bryczesy i owijacze, przykryta płaszczem. Jej ubiór wskazywał, że mógł to być niemiecki żołnierz. W stosunku do niektórych osób, których nazwiska znajdowały się na obwieszczeniach, a nie zostały one rozstrzelane, ustalono, iż zostały prawdopodobnie wykupione przez rodzinę od Niemców albo wywiezione do obozów koncentracyjnych.


Sprawcy

Załogę wolborskiego posterunku tzw. ,,granatowej’’ policji stanowili: Kazimierz Błaszczyk (komendant), Teodor Knisztof, Franciszek Kmin, Stanisław Adamczewski i Franciszek Michalak.
Formalnie Policja Polska Generalnego Gubernatorstwa (z niem. Polnishe Polizei im Generalgouvernement) została powołana 17 grudnia 1939 r. rozporządzeniem Hansa Franka, generalnego gubernatora. W Polsce była bardziej znana jako policja granatowa, od koloru noszonych mundurów. Niemcy stwierdzili, że przedwojenny rząd polski nie wydał dekretu o mobilizacji policji na wypadek wojny i w wyniku tego uznali, że oficerowie policji państwowej nie są kombatantami, lecz urzędnikami, którzy tylko przez niedopatrzenie znaleźli się w obozach jenieckich. Nałożyli na żyjących przedwojennych policjantów obowiązek służby w nowej Policji Polskiej GG. Odmowa lub porzucenie służby było karane śmiercią lub zsyłką do obozu koncentracyjnego. Jednoznaczna ocena postawy ,,granatowych’’ policjantów wydaje się niemożliwa. W tym przypadku należy zaznaczyć, że nie brali oni udziału w egzekucji, a jedynie asystowali przy aresztowaniach.

Ustalenia dotyczące sprawców, którzy mogli zarządzić, a następnie przeprowadzić egzekucję w Pieńkach Karlińskich w dniu 24.06.1944 r., dokonano, w oparciu o archiwalne akta sprawy karnej przeciwko byłemu dowódcy SS i Policji w dystrykcie radomskim – Briegadeflihrerowi (Generałowi – majorowi), Herbertowi Bottcherowi, oraz zeznania byłego dowódcy gestapo w Piotrkowie Tryb. Hermana Altmana.

Herbert Bottcher wyrokiem Sądu Okręgowego w Radomiu w 1949 r. został skazany na karę śmierci. Był oskarżony o popełnienie przestępstw opisanych w art. 1 pkt.1 i 2, art.2 i 4 § 1 i 2 lit a, § 3 lit. b dekretu z dnia 31.08.1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw (Dz. U. Nr 69 poz.377 z 1946 r. z późń. zm.). W toku prowadzonego postępowania karnego nie przyznał się on do zarzucanych mu czynów, w tym do zarzutu, że będąc dowódcą SS i policji na terenie b. dystryktu radomskiego brał kierowniczy udział w zbrodni ludobójstwa w ten sposób, że dysponując pełnią władzy policyjnej układał i wprowadzał w życie plany masowych morderstw ludności polskiej wydając, podległym mu komendantom policji porządkowej i policji bezpieczeństwa, rozkazy przeprowadzenia masowych i indywidualnych morderstw. Wyrok śmierci wykonano poprzez powieszenie.
Obszerne informacje na ten temat można znaleźć w ,,Wyciągu z uzasadnienia do Postanowienia o umorzeniu śledztwa Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi w sprawie egzekucji 52 osób w lesie w Pieńkach Karlińskich koło Piotrkowa Trybunalskiego w dniu 24 czerwca 1944 r. przez nieustalonych funkcjonariuszy hitlerowskich z Piotrkowa Trybunalskiego (Sygn. akt S 47/07/ Zn)’’

Ku pamięci…

Staraniem świadka Józefa Danielaka, który pierwszy postawił w Pieńkach Karlińskich prowizoryczny krzyż, w latach 60-tych wybudowano tam pierwszy pomnik. 70 lat po tych tragicznych wydarzeniach, 24 czerwca 2014r. odsłonięto nowy monument. Było to możliwe dzięki pomocy materialnej i wielkiemu zaangażowaniu starosty powiatowego w Piotrkowie Trybunalskim – pana Stanisława Cubały, wójta gminy Moszczenica – pana Marcelego Piekarka, pani Lidii Sowińskiej-Ziółkowskiej oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Pomnikiem opiekują się uczniowie Szkoły Podstawowej w Jarostach, która za swoją działalność otrzymała w roku 1999 Złoty Medal Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej.

Zamordowani w Pieńkach Karlińskich spoczęli ostatecznie na cmentarzach w Wolborzu, Piotrkowie Trybunalskim i Gomulinie. Większość zamordowanych mieszkańców Bogusławic pochowano na wolborskim cmentarzu rzymskokatolickim dwa dni po ekshumacji, w niedzielę 15 kwietnia 1945 r. Po mszy żałobnej, odprawionej na dziedzińcu pałacu biskupiego w Wolborzu i po okolicznościowych przemówieniach, trumny ze zwłokami pomordowanych, przy dźwiękach żałobnych orkiestr z Wolborza i Żarnowicy, odprowadzono na cmentarz, gdzie zostały złożone w osobnych mogiłach. W uroczystościach pogrzebowych wzięła udział ludność Wolborza i okolicznych wsi, liczne delegacje oraz przedstawiciele Wojska Polskiego. W późniejszym czasie postawiono tu również pomnik ku czci pomordowanych. Głównym organizatorem uroczystości pogrzebowych i inicjatorem budowy pomnika na wolborskim cmentarzu był ppłk. Stefan Wyszkowski, ps. ,,Grot’’-żołnierz Batalionów Chłopskich, Komendant Obwodu Piotrków, który po wielu latach, w grudniu 2011r. spoczął obok swoich podkomendnych.
Również rodzice zamordowanych braci Węgrzynowskich ufundowali pomnik – kapliczkę, stojącą w centrum Bogusławic.

Symbol i przestroga

Dziś te wszystkie miejsca, pomniki i groby powinny być symbolem ale i przestrogą. Symbolem pamięci o tamtych ludziach i tamtych wydarzeniach ale i symbolem jedności w dążeniu do wspólnego, szlachetnego celu. W karlińskim lesie życie oddali przedstawiciele różnych organizacji konspiracyjnych, różnych warstw społecznych i różnych nacji. Najwyższą ofiarę złożyli członkowie BCh, AK i WRN. Chłopi i inteligencja, Polacy i Niemcy. Za życia połączył ich wspólny cel, jakim było przeciwstawienie się hitlerowskiemu terrorowi. Po śmierci połączyła ich wspólna mogiła. Dziś, patrząc na te tablice z dziesiątkami nazwisk, zastanówmy się do czego może doprowadzić uleganie populistycznym hasłom, zrodzonym z megalomanii jednego człowieka.

Jestem chłopskim dzieckiem. Nie wstydzę się tego. Moi przodkowie pielęgnowali tę ziemię, bronili jej, by po latach zawieruchy mozolnie odbudowywać jej bogactwo. Obecnie cały ich trud może zostać zniweczony. Oto znów brat jest nastawiany przeciwko bratu, sąsiad przeciwko sąsiadowi. Znów naród został podzielony, posortowany. Ci, którzy dążąc do nowoczesności jednocześnie pielęgnują ludową tradycję są wyśmiewani. Nazywa się ich dinozaurami. Jednocześnie prześmiewcy bez cienia wstydu czy zażenowania zawłaszczają elementy tej tradycji, by po połączeniu ich z innymi, czasem bardzo odległymi ideologiczne, pisać nową historię. Pseudohistorię, która staje się towarem, narzędziem politycznych przepychanek. Tylko praca u podstaw, dialog, merytoryczna dyskusja i przywracanie pamięci może zatrzymać ten destrukcyjny proces. Mam nadzieję, że Forum Myśli Społecznej będzie takim właśnie miejscem.

Epilog

W poszukiwaniu informacji na temat zbrodni w Pieńkach Karlińskich, w wielkanocny poniedziałek trafiłam na cmentarz w Wolborzu. Z uwagi na odświętny charakter tego dnia, spodziewałam się zastać tam kogoś z rodzin zamordowanych. Kogoś, kto mógłby mi udzielić jakichś wskazówek, nadać poszukiwaniom odpowiedni kierunek. Jakże wielka była moja radość, gdy przy pomniku ofiar ujrzałam dwie panie w podeszłym wieku, zajęte ustawianiem zniczy. Ze strzępów ich rozmów wychwyciłam słowa takie jak: ,,morderstwo’’, bestialstwo’’, ,,tragedia’’. Podeszłam, przedstawiłam się i zapytałam, czy zechciałyby opowiedzieć mi nieco więcej o owej tragedii. Kobiety popatrzyły na mnie ze zdziwieniem.
To pani nie wie? Przecież wszyscy wiedzą!

Trochę już wiem ale chciałabym dowiedzieć się jeszcze więcej. – odpowiedziałam – Może jacyś świadkowie? Jakieś zdjęcia?

Twarze obu pań uśmiechnęły się.

Zdjęcia? Zdjęcia są tam… – wskazały na zamontowaną na pomniku tablicę z fotografiami ofiar… katastrofy smoleńskiej.

Przez chwilę stałam oniemiała. Poczułam jakby ktoś na grobie moich bliskich umieścił epitafium ku czci obcych osób. Szanuję pamięć ofiar spod Smoleńska, jednoczę się w bólu z ich rodzinami, jednak ta sytuacja wydała mi się bardzo niestosowna.
Tak nie może być! – tylko tyle zdążyłam powiedzieć, nim obie kobiety zarzuciły mnie własnymi wizjami zmian.

Tablica powinna być większa, masywniejsza! Te stare groby należy zlikwidować, przeszkadzają, nie można dojść, zgromadzić się.

Przecież to partyzanci, żołnierze. Należy im się… – próbowałam dyskutować ale mi przerwały.
Właśnie! Żołnierze! Dostali po kulce jak żołnierze, szybko, bezboleśnie. A tu to co innego! Taka tragedia…

Nie słuchałam już. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że spoczywający obok ppłk. Stefan Wyszkowski ,,Grot’’ właśnie przewrócił się w grobie. A Pelagia Wyszkowska ,,Kora’’ uśmiechała się w zadumie ze swojego medalionu, jakby chciała powtórzyć słowa mojej prababci: ,,Dobrze zapamiętaj, a gdy przyjdzie czas, opowiedz wszystkim’’.

Elżbieta Mirowska-Sobolewska

Koordynator FMS

w powiecie brzezińskim

 

 
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
      
   

Bibliografia:

  1. Wyciąg z uzasadnienia do Postanowienia o umorzeniu śledztwa Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi w sprawie egzekucji 52 osób w lesie w Pieńkach Karlińskich koło Piotrkowa Trybunalskiego w dniu 24 czerwca 1944 r. przez nieustalonych funkcjonariuszy hitlerowskich z Piotrkowa Trybunalskiego (Sygn. akt S 47/07/ Zn)

  2. epiotrkow.pl

  3. Paweł Reising: ,,Tajemnica egzekucji w Pieńkach Karlińskich’’

  4. ,,Wojenne losy mieszkańców Bogusławic’’- ziemiapiotrkowska.com

  5. ,,Bataliony Chłopskie’’- dws-xip.pl

  6. Kamil Walczak: ,,Powiedzcie Polsce. Zapomniany los ludności cywilnej’’

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *